Wyprawa w ukraińskie Karpaty Wschodnie (2005 r.)

Borżawa - Stoh, Ostra Hora i Użgorod


Zapewne wielu turystów odwiedzających nasze polskie Bieszczady, stojąc chociażby na najwyższym ich szczycie - Tarnicy, patrzyło na wschód, gdzie widać było góry już za granicą naszego kraju, m.in. Pikuj, Ostrą Horę, Połoninę Równą, czy pasmo Połoniny Borżawy. Zapewne każdy wtenczas myślał, może kiedyś uda się tam pojechać i zobaczyć jak to po tamtej stronie granicy wygląda...

Tak też było w moim przypadku, podświadomie wiedziałem, że kiedyś muszę tam pojechać, bo to nie koniec świata, a całkiem przecież niedaleko. I taka możliwość, by móc eksplorować tamte tereny, pojawiła się dość niespodziewanie we wrześniu 2005 roku. Kolega, który właśnie ukończył kurs przewodnicki organizowany w Sanoku, zaproponował mi pytając, czy mam ochotę pojechać w ukraińskie Karpaty z jego znajomymi, także świeżo upieczonymi przewodnikami, a także innymi osobami. Więc zgodziłem się od razu, bez żadnego wahania :). I tak zaczęła się moja przygoda z tamtymi górami znajdującymi się poza naszą wschodnią granicą.

DZIEŃ I
Wybraliśmy się tam rozlokowani w 3 samochodach, a spotkanie większości uczestników odbyło się w Sanoku. Jechaliśmy nocą, przekraczając granicę na przejściu granicznym w Krościenku, bez zbędnego oczekiwania, bowiem pasem dla tzw. vip-ów, co było wcześniej załatwione przez kierownika i głównego przewodnika naszej wyprawy. Na granicy oczywiście wszystkie formalności z wypełnianiem karteczek, kto, gdzie i po co, jakie miejsce docelowe itp. Pogranicznicy ukraińscy dziwnie na nas patrzyli, kiedy mówiliśmy, że jedziemy sobie tylko po górach pochodzić, ale z drugiej strony im się nie dziwię, wszak przecież zdecydowana większość naszych rodaków jeździe tam w zgoła odmiennych celach... Choć mieliśmy też mały problem, ukraińcy nie chcieli wpuścić na swoje terytorium auta jednego z kolegów, bo było zarejestrowane jako współwłasność, a nie było zgody tego współwłaściciela, by jego pojazd mógł się przemieszczać poza granice. Ale po chwilowych negocjacjach udało się nam pojechać dalej, o dziwo żadnej gratyfikacji pogranicznicy naszego wschodniego sąsiada nie chcieli wziąć! Co podkreślam zawsze, kiedy nasi rodacy twierdzą, że na Ukrainie każdy bierze :). Najwidoczniej są i tacy co nie biorą! Przekraczając granicę od razu przekonaliśmy się, że narzekanie w Polsce na drogi, to lekka przesada w porównaniu z tym co czekało nas na Ukrainie :).

Z uwagi, że jechaliśmy nocą, wybraliśmy drogę nieco dłuższą, ale głównymi trasami komunikacyjnymi, mijając kolejno Chyrów, Sambor, Drohobycz, Stryj, Skole, przeł. Latorecką (770 m) w głównym grzbiecie Karpat, Niżne Worota, by rankiem ok. 6.00, po pokonaniu ok. 260 km, stanąć na przełczy nad miejscowością Wołowiec, już na Zakarpaciu. Po drodze nie obyło się bez przygód z jednym z samochodów, którym nota bene kierował nasz góru i kierownik całej wyprawy :). Po wyprostowaniu nóg po nocnej jeździe i oglądnięciu ładnej jesiennej scenerii zamglonych dolin górskich, później nastąpił zjazd serpentynami do miasta i zakwaterowanie się w jednym z pensjonatów. Wołowiec leży nad rzeką Riką, w oblasti Zakarpackiej, to główny punkt wypadowy turystycznych wypraw w rejon Połoniny Borżawy. Po formalnościach związanych z zakwaterowaniem się, czas było wyruszyć w upragnione góry. Podjechaliśmy więc jednym busikiem (jednego z uczestnników wyprawy), niebieskim fordem transitem do miejscowości Hukliwyj (pol. Hukliwa). Tu skręcając w boczną dolinę i przejeżdżając całą wieś (po drodze 2 cerkwie - drewniana i murowana), dotarliśmy do znajdującej się u podnóża Borżawy tzw. turbazy, czyli rodzaju schroniska turystycznego, i tu zostawiliśmy nasz pojazd.

Stąd zaczęła się nasza prawdziwa przygoda z ukraińskimi górami (nie dla wszystkich pierwsza, ale dla większości tak...). Innymi słowy, w pierwszy dzień zamierzaliśmy zdobyć najwyższy szczyt pasma Borżawy - Stoha (1677 m n.p.m.). Obecnie i tu dotarły znakowane szlaki turystyczne, ale w 2005 roku ich nie było, więc ruszyliśmy w drogę leśnymi płajami, by po wcale nie tak łatwym podejściu wyjść z lasu na wschodniokarpackie połoniny. Pogoda była przecudna na górskie wędrówki, toteż z każdą minutą widoki stawały się coraz piękniejsze. W końcu dotarliśmy na wyraźny płaj u podnóża grani i nim szliśmy wznosząc się powoli coraz wyżej, zostawiając po prawej na szczycie Płaja (1334 m n.p.m.) przekaźnik i stację meteorologiczną. Po drodze znajduje się źródełko, to informacja dla spragnionych :). W końcu dotarliśmy na grań, ale jeszcze nie na tę główną prowadzącą na Stoha, niemniej jednak widoki znacznie nam się poszerzyły, na wszystkie strony świata. W końcu dotraliśmy do miejsca, gdzie łączą się wszystkie 3 grzbiety połoniny Borżawy, czyli w okolice Wielkiego Wierchu (1598 m n.p.m.).

Stąd już główną granią pasma Borżawy z pięknymi widokami udaliśmy się w kierunku najwyższego szczytu tego zakarpackiego pasma. Po godzinnej wędrówce z podziwianiem widoków dotarliśmy wreszcie na główny szczyt pasma. Na szczycie stoi wysoki betonowy słup, nieco niżej pozostałości po dawnej bazie wojskowej, w której znajdowały się radary. Oprócz tego mało potrzebnego obecnie żelastwa i betonu, wspaniałe widoki na wszystkie boki, co turystę wspinającego się na szczyty, najbardziej przecież cieszy.

Po nacieszeniu się widokami, posiłku i odpoczynku czas było wracać. Nie mieliśmy innej możliwości, jak wracać główną granią z powrotem na Wielki Wierch, na którym już byliśmy tego dnia. Ale stąd już wybraliśmy inną drogę do turbazy w Hukliwej, bowiem poszliśmy nie skręcając na lewo, skąd przyszliśmy rano, ale na wprost i dopiero później zeszliśmy w dolinę. Po dotarciu do turbazy wróciliśmy do Wołowca, po drodze zatrzymując się przy drewnianej cerkwi w Hukliwej. Po obiadokolacji był czas na zakupy, spacer po Wołowcu, a później spotkanie integracyjne :).

DZIEŃ II
Dzień drugi powitał nas równie ładną pogodą jak i poprzedniego dnia. Po spakowaniu się, porannym posiłku, wyruszyliśmy ku dalszej przygodzie z karpatami ukraińskimi. Opuściliśmy tym samym Wołowiec i udaliśmy się w pobliże innej znanej góry i połoniny widocznej z naszych Bieszczad - Ostrej Hory (1405 m n.p.m.). Dojechaliśmy ponownie do wsi Niżne Worota i stąd udaliśmy się przez Żdeniewo doliną potoku Żdenówka do miejscowości Perechrestny, gdzie u miejscowego sołtysa zostawiliśmy pojazdy. Przy okazji wskazał nam jak najlepiej dojść na Ostrą Horę, więc tak też wyruszyliśmy. Najpierw przez łąki nad wsią, później przez las, gdzie spotkaliśmy szwędające się po nim krowy, aż w końcu wyszliśmy na połoniny. Stąd z widokami za naszymi plecami na pasmo Pikuja wspinaliśmy się wśród borówczysk, gdzieniegdzie porozrzucanych skałek, aż w końcu dotarliśmy na jeden z wierzchołków Ostrej Hory. Tu nastąpił dłuższy popas, podczas którego rozkoszowaliśmy się wspaniałymi widokami ukraińskich Karpat, ale także polskiej ich części. Dodatkowym walorem były słoneczne promienie, dzięki którym niektórzy uczestnicy korzystali z "łapania" jesiennej opalenizny. Wśród wspomnianych widoków widzieliśmy także masyw Połoniny Równej (1482 m), na którą mieliśmy się wspiąć dnia następnego.

Po tym połoninnym leniuchowaniu, czas było się w końcu zbierać, ale nie schodziliśmy od razu ze szczytu w dół, lecz poszliśmy granią na kolejny wierzchołek Ostrej Hory i dopiero stąd powoli obniżaliśmy się w kierunku Perechrestnego. Po zejściu do wsi, zrobiliśmy małe zakupy w sklepie, kto mógł posilił się ukraińskim piwem i poszliśmy do naszych aut, wcześniej uzgadniając, że pasuje zrobić zrzutkę dla właściela posesji, by w jakichś sposób podziękować mu za to, że nasze pojazdy stały bezpiecznie na jego posesji. Na koniec podziękowania, wspólne zdjęcie i ruszyliśmy w dalszą drogę. Pojechaliśmy w kierunku Użoka, mijając miejscowość Roztoka zaczęliśmy podjazd na przełęcz pomiędzy nią, a miejscowością Husny - prowadząca tu droga to utwardzony szuter. Na przełęczy (895 m) pod Starostyną ciekawe widoki w kierunku płd.wsch. m.in widać Stoha w paśmie Połoniny Borżawy. Zjechaliśmy później do Husnego, a później już w Użoku dojechaliśmy do głównej drogi prowadzącej z Oblasti Lwowskiej na Zakarpacie do Użgorodu. Chcieliśmy jak najbliżej zanocować Połoniny Równej, którą mieliśmy zdobyć następnego dnia. Nocleg udało nam się znaleźć w miejscowości Kostrynia, przy wspomnianej wcześniej drodze, a konkretnie w Pensjonacie "Bojkowski Dwór". Ale zanim udaliśmy się na spoczynek, to zasiedliśmy w miejscowym barze, gdzie pani barmanka uraczyła nas na początek dobrym miejscowym specyfikiem, zwanym u nas po prostu bimbrem :), nalewając go z dość dużej butli. Posiedzieliśmy chwilę... w tej knajpce i w końcu udaliśmy się na spoczynek, choć niektórzy po tym poczęstunku poszli się przejść, by nieco ochłonąć, mając później problemy z wejściem na teren posesji, gdzie nocowaliśmy, bo bramy wejściowe zostały już zamknięte:).

DZIEŃ III
Ranek przywitał nas w miarę ładną pogodą, ale już z czasem zaczęło się chmurzyć. Z uwagi na ten fakt trzeba było powziąć decyzję, czy uszczęśliwiamy się na siłę wychodząc w góry, czy wybieramy wariant dolinny ze zwiedzaniem ciekawostek krajoznawczych w drodze do domu. Uznaliśmy wszyscy, że na widoki dzisiaj nie ma żadnych szans, więc Połonina Równa musi poczekać na inny czas. Udaliśmy się więc do niedaleko położonego Użgorodu, by pozwiedzać tę stolicę obwodu zakarpackiego, położoną nad Użem. Użgorod to dość duże miasto, bo ponad 100-tysięczne, a i zwiedzać jest tu co.

Zaparkowaliśmy samochody na parkingu i udaliśmy się na miasto. Spacerując uliczkami zwiedziliśmy m.in. kościół pw. św. Jerzego przy ul. Woloszyna, pojezuicki kościół, a obecnie greckokatolicką katedrę pw. Podniesienia Świętego Krzyża przy ul. Kapitulnej, a następnie udaliśmy się na użgorodzki zamek, gdzie mieści się obecnie muzeum. Z zamkowych murów widoki na Użgorod oraz na drewnianą cerkiew greckokatolicką pw. św. Michała Archanioła z XVIII wieku ze wsi Szelestowo stojącą w małym skansenie położonym obok zamku.

Po zwiedzeniu wybranych obiektów i miejsc nadszedł czas na posiłek, który zjedliśmy w jednej z licznych restauracji. Patrząc na menu ciężko było coś wybrać, bo potraw wiele, a trudno było wywnioskować co kryje się pod daną nazwą. W końcu udało nam się coś wybrać, ale okazało się, że przez nieporozumienie zamówiliśmy niemalże podwójne porcje, których nie było sposób zjeść :). Po tak obfitym posiłku udaliśmy się na ostatnie zakupy przez wyjazdem z Ukrainy i ruszyliśmy w drogę. Zdecydowaliśmy się, że jeśli jesteśmy w Użgorodzie, to może przekroczymy granicę w niedaleko położonej miejscowości Małe Berezne, przejeżdżając do Polski przez Słowację. Plan sprytny, bo to nieco bliżej niż wracać przez Przeł. Użocką i Krościenko, ale jak się później okazało niezbyt fortunny.

Na przejście graniczne dojechaliśmy normalnie i czekaliśmy na swoją kolej. Przeszliśmy spokojnie odprawę przez ukraińskich pograniczników i zaczęło się... Słowaccy pogranicznicy i celnicy nie byli tak uprzejmi :). Najpierw skierowano nasze 3 auta na boczny pas i wzięto nam paszporty, przy czym wszystkie inne pojazdy normalnie przechodziły odprawy. Po dłuższej chwili podjechaliśmy na stanowisko obsługi, gdzie kazano wszystkim wysiąść z aut, wyciągnąć wszystkie bagaże i wyjąć z nich wszystko na specjalny blat. Pomyśleliśmy - jest nieźle, jeszcze brakuje przeładowanych karabinów z ostrą amunicją :). Znaleźć w pleckach nic nie mogli więcej, niż można legalnie przewozić, więc kazali nam się spakować. Ale było im jeszcze mało, zaczęli wyciągać jakieś dziwne urządzenia do badania m.in co znajduje się pod podwoziem, prześwietlając tylko Transita. Nie wiedzieliśmy co się dzieje tak naprawdę, ale patrzyliśmy ze zdziwieniem na to co robią. Nie znaleźli żadnego plutonu, bomb itp.:), ale chyba chcieli coś znaleźć, więc zaczęli rozkręcać w Transicie tapicerkę w tylnej części, ale tam też nic nie chowaliśmy, więc nie znaleziono nic :). Po tym wszystkim dali nam wreszczcie spokój, oddali paszporty i mogliśmy wjechać na terytorium Słowacji do miejscowości Ubla. Stąd już przez Sninę, Medzilaborce i Palotę wróciliśmy do Polski przez Przeł. Radoszycką i dalej do Sanoka. Tu - po tej jakże ciekawej wyprawie - każdy rozjechał się w swoim kierunku do domów.

tekst i fot. Dariusz Zając

Ostatnia aktualizacja:
26-11-2015 10:32:38

wróć do strony głównej wypraw

stat4u