Łukiem Karpat - Bieszczady Wschodnie

Latorka - Pikuj (1408 m) - Starostyna (1226 m) - Użok


Początkiem sierpnia 2015 roku udało mi się wybrać ponownie w ukraińskie Karpaty, na szczyt który jest mi już znany (tu relacje), ale tym razem było to przejście całego pasma zwanego od najwyższego szczytu - pasmem Pikuja. Była to 2-dniowa wycieczka zorganizowana przez sanocki Oddział PTTK. Pogoda nam dopisała, nie było zapowiadanych wcześniej ponad 30 stopniowych upałów, choć ciepło było. Z Jasła wyjechaliśmy w sobotnią noc o 2.00 i zbierając po drodze kolejnych uczestników z Krosna i Sanoka, wjechaliśmy przez Radoszyce na Słowację, gdzie przez Medzilaborce, Humenne i Michalovce - oglądając jezioro Zemplinska Shirava i pasmo Vihorlat - dojechaliśmy na przejście graniczne Vyšné Nemecké-Użgorod. Po dość sprawnym przekroczeniu granicy, wkroczyliśmy na zakarpacki teren Ukrainy. Dalsza trasa to przejazd do Mukaczewa, gdzie wjechaliśmy w wąską od tego miejsca dolinę rzeki Latorica, i dalej główną drogą do ostatniej miejscowości na Zakarpaciu, znajdującej się pod głównym grzbietem Karpat o nazwie Latorka. Droga ta prowadzi dalej na Przeł. Latorecką (770 m) gdzie wkracza do woj. lwowskiego. Na miejscu byliśmy nieco po 9.00, skąd po krótkim przygotowaniu się, wyruszyliśmy na trasę pieszą.

Pasmo Pikuja jest częścią Bieszczadów Wschodnich, które to ciągną się od Przełęczy Użockiej na zachodzie po przełęcz Wyszkowską na wschodzie. Przy czym pasmo Pikuja znajduje się w zachodniej części. Jest to wybitnie widokowy grzbiet górski, bowiem połoniny ciągną się od samego Pikuja aż conajmniej po Drohobycki Kamień, więc wędrując nim cały czas mamy widoki. Nie można zapomnieć, że to także serce bojkowszczyzny, a po obu stronach pasma rozłożone są dość gęsto wsie. Nie dziwi więc że nadal prowadzona jest tu gospodarska hodowlana, zbieractwo borówek itp. w oparciu o połoninne łąki. Cała główna grań była od zawsze granicą, obecnie to granica ukraińskich obwodów zakarpackiego i lwowskiego, ale wcześniej przed II wojną światową prowadziła tu granica polsko-czechosłowacka, a w czasach I Rzeczpospolitej granica między Królestwem Węgier a Koroną Królestwa Polskiego.

DZIEŃ I
Jak już wspomniałem start na trasę pieszą rozpoczął się z miejscowości Latorka (Latirka), przy drodze głównej, bo zasadnicza część wsi znajduje się w bocznej dolince. Stąd pomiędzy nieliczne domostwa po zachodniej stronie drogi trasa prowadziła od razu w górę i po chwili marszu już mieliśmy pierwsze widoki m.in. na pasmo Borżawy, a nieco wyżej także na Pikuj, na który zmierzaliśmy. Dalej idąc łąkami, po niespełna 1,5 km marszu doszliśmy do granicy obwodów (odpowiednik naszych województw) zakarpackiego i lwowskiego, jak i na główną grań karpacką w okolicach szczytu Perehib (811 m). Po chwili dotarliśmy do granicy lasu i pojawiły się nawet znaki szlaków - czerwony o normalnych wymiarach znanych nam z polskich gór i żółty o nieco większych gabarytach, które dalej pojawiały się jednak dość sporadycznie.

Dalsza wędrówka przebiegała w zasadzie lasem, z czasem pojawiającą się polanką. W pewnym miejscu trzeba uważać, bo szlaki z wyraźnej drogi skręcają na lewo w wydeptaną ścieżkę - akurat tutaj jest znak szlaku w postaci czerwonej strzałki. Po dłuższej chwili przekroczyliśmy pierwszy szczyt mający ponad 1000 m n.p.m. o nazwie Wełyki Menczył i z niego schodziliśmy na przełączkę z rozległą polaną zwaną Koszaryszcze położoną na wys. ok. 1070 m n.p.m. Tu ukazał nam się Pikuj, na który po odpoczynku przyjdzie nam się wdrapać. Stąd wydaje się już tak blisko do szczytu, ale różnica wzniesień to ok. 338 m. Oprócz wierzchołka Pikuja widać stąd dalszą część pasma w kierunku zachodnim, które przyjdzie nam tego dnia jeszcze przejść. Po odpoczynku czas było ruszyć, by zmagać się z majestatem najwyższego szczytu Bieszczadów - Pikujem. Mozolnie wspinaliśmy się coraz wyżej i wyżej wąską ścieżką, wychodząc w końcu z lasu na połoninę z coraz rozleglejszymi widokami. Po drodze, tuż pod szczytem na kamieniu spotkałem namalowaną strzałkę szlaku zielonego kierującą w dolinę Latoricy, ale czy prowadzi tam rzeczywiście szlak, trudno mi powiedzieć. Aż w końcu nasze staranie zostało zakończone sukcesem, stanęliśmy na szczycie obok znajdującego się tam betonowego słupa - ponoć poświęconego ukraińskiemu poecie Iwanowi Franko - i krzyża (dawny drewniany, został zastąpiony metalowym). Dawniej szczyt nazywano Huślą, co by to miało znaczyć trudno powiedzieć, wszak takim określeniem zwano instrument muzyczny - gęśle.

Tu nastąpił dłuższy odpoczynek, by móc podziwiać majestat gór, a widoki ze szczytu naprawdę imponujące i rozległe. Widać cały łuk pasma Pikuja, który będziemy pokonywać w dalszej części wycieczki. Na zakarpaciu widoczne są znane z częstych odwiedzin turystów i wybijające się na zachodzie Ostra Hora, Połonina Równa, czy Połonina Borżawa na płd.wsch., następnie lesiste pasmo Beskidów Skolskich na płn.-wsch., a na dalekim planie szczyty Gorganów, ale tego dnia nie było tak dobrej widoczności by je ujrzeć. Nad biegnącym do Użoka pasmem połoninnym Pikuja widoczne są nasze polskie Bieszczady, od Rabiej Skały i Krzemieńca, dalej Rawki, Poł. Wetlińska i Caryńska, Tarnica, Krzemień, Halicz, po Kińczyk Bukowski i Rozsypaniec. Dalej na prawo wybija się jeszcze długi wał Magury Łomniańskiej. W dolinach widać wiele miejscowości położonych po lwowskiej jak i zakarpackiej części ukraińskich Karpat.

Siedząc na szczycie przyglądaliśmy się zmierzającej do nas osobie z ukraińską flagą, okazało się, że to pani która przyjechała na zaczynający się niedługo Festiwal Kultury Bojkowskiej (odbywa się co 5 lat), a która chciała zdobyć ten sam szczyt co my. Część osób z naszej grupy zrobiło sobie z nią pamiątkowe zdjęcie, a do flagi ukraińskiej dołączyła także nasza biało-czerwona. Po odpoczynku ruszyliśmy w dalszą drogę docelowo do miejscowości w której mieliśmy nocować, czyli do Husnego Wyżnego. Ale nie schodziliśmy od razu w dolinę, lecz tego dnia szliśmy dalej głównym grzbietem przez Połoninę Szerdowską i Bukowską ze szczytami Zełemeny (1304 m) i Nondag (1303 m). Widoki nadal rozległe, a za naszymi plecami zostawał najwyższy szczyt, coraz bardziej oddalający się. Cały ten odcinek oprócz pięknych widoków z połoninnych łąk, pokryty jest skalnymi urwiskami, czy rumoszem skalnym, dodających krajobrazowi uroku.

Maszerując połoninnym pasmem w końcu trzeba było schodzić w dolinę. Uczyniliśmy to dopiero po minięciu szczytu Nondag, gdzie z przełączki przed szczytem Prypir schodzi do Husnego Wyżnego wyraźna droga. Spotkaliśmy tu przy okazji ludzi zbierających borówki, którzy wyjechali tu wozem konnym, a nieco niżej stał też cieżarowy pojazd. Schodząc w dolinę pojawił się jeszcze widok na Pikuja, później krótkie przejście przez las i wyjście na rozległą polanę zwaną Huśniański Menczył. Stąd z równie rozległymi widokami schodziliśmy już tylko w dół, po chwili wchodząc w las. Wyszliśmy z niego na samym końcu wsi, gdzie znajduje się dawna turbaza, a przy niej nowe obiekty dla turystów. Ponadto widok stąd na jedną z cerkwi w Husnym Wyżnym w stylu bojkowskim. Po przybyciu na miejsce, nastąpiło rozlokowanie grupy we wspomnianych obiektach. Część osób nocowało w nowopowstałym obiekcie agroturystycznym o nazwie "Bojkowska chata", pozostali w starej turbazie, a jeszcze inni w nowym obiekcie schroniskowym obok turbazy o nazwie "ПІКУЙ". A tak a propos, to nocować mieliśmy zupełnie gdzie indziej, we Wołowcu na Zakarpaciu :).

DZIEŃ II
Dzień drugi przywitał nas równie ładną pogodą jak i poprzedni. Po spakowaniu się i porannym posiłku, wyruszyliśmy ku dalszej przygodzie z pasmem Pikuja. Na grań wyszliśmy tą samą drogą co dzień wcześniej schodziliśmy, czyli przez Huśniański Menczył, a więc na dzień dobry do pokonania było ok. 480 m wzwyż, tak że zaprawa przed dalszym ok. 20 kilometrowym odcinkiem była odpowiednia :). Dochodząc na grzbietową przełączkę nieco skróciliśmy marsz, by udać się od razu na pierwszy ze szczytów - Prypir. Zanim na niego doszliśmy już ukazały się piękne widoki na pasmo Pikuja, którym szliśmy dnia wcześniejszego, na Połoninę Równą, Ostrą Hore i dalszą część pasma, które dziś mamy do przejścia.


Po pokonaniu pierwszego wzniesienia, kolejnym był Ostry Wierch (1294 m), na który prowadzi wydeptana ścieżka, bowiem wyraźna droga wiedzie u podnóża. Na szczycie stoi metalowy krzyż postawiony w 2009 roku, jak można na znajdującej się tak tabliczce wyczytać: na wieczną pamięć rodakom i bojownikom zaginionym w bojach o Ukrainę w tych górskich dolinach w czasach II wojny światowej 1939-1945. Z Ostrego Wierchu, ostre zejście i granią przez mniejsze szczyty zaczyna się podejście na Wielki Wierch (1309 m), oprócz tego że dość wysoki, to jego szczytowa partia dość rozległa jest, w odróżnienieu od poprzedniego Ostrego Wierchu. Stąd ponownie zejście wydeptaną ścieżką, pomiędzy skałkami na przełęcz o nazwie Ruski Put (1216 m), gdzie zrobiliśmy sobie dłuższy postój. Na przełęczy stoi duży metalowy krzyż, pomalowany na biało w czarne ciapki, jakby stylizowany na wzór brzozy, a postawiony tu w 2003 roku, na co wskazuje data na postumencie. Z przełęczy na stronę zakarpacką odbiega szlak niebieski, przynajmniej wskazują na to strzałki namalowane na krzyżu.

Dalej trasa przebiegała dalszą częścią karpackiego grzbietu - choć nie zawsze dokładnie nią - wyraźną wyjeżdżoną przez pojazdy drogą, czy później wydeptaną ścieżką przez kolejne szczyty: Listkowania (1248 m), Żurawka (1228 m) i połoniną zwaną Rozsypaniec w kierunku kolejnego znacznego szczytu tego pasma - Starostyny, ale wcześniej przechodząc przez Przełęcz Chresty (1109 m). Z przełęczy na Starostynę do pokonania jest 120 m wzwyż. Sam wierzchołek Starostyny (1229 m) dość rozległy jest, a w centralnym miejscu znajduje się głęboki dół, natomiast poniżej wyraźnie widoczne okopy z I wojny światowej, bowiem na przełomie 1914/1915 roku toczyły się tu zaciekłe walki. Widoki podobnie jak i z całego tego pasma wyśmienite, coraz bliżej widoczne są nasze polskie Bieszczady, a Pikuj został już daleko na wschodzie, przysłonięty nieco połoninnym głównym grzbietem karpackim.

Ze Starostyny schodzi się najpierw łagodnie na kolejny znaczny szczyt Drohobycki Kamień, ale wcześniej pokonuje się mniejsze wzniesienia ze skałkami, następnie przełączka, chwilowo przez las i już podchodzi się na wierzchołek, który liczy 1186 m. Później jeszcze podejście na Kińczyk Hnylski i powolne obniżanie się na Przeł. Kut, po drodze w widokami na szczyty Użańskiego Parku Narodowego, w tym Czeremchę i Pliszkę oraz na polskie Bieszczady. Z przełęczy ponownie trzeba było nam się nieznacznie wznosić, by wyjść na szczyt o nazwie Kruhła (981 m) i z niego zejście na rozległą przełączkę z widokami na całe pasmo, które dziś właśnie przeszliśmy, poczynając od Prypira i Ostrego Wierchu po Drohobycki Kamień i Kińczyk Hnylski. Tu nastąpił odpoczynek, przed ostatecznym zejściem w dolinę Użu do Użoka.

Z polanki pod szczytem Kruhła do Użoka prowadzi wyraźna droga, więc orientacyjnie zejście jest łatwe. Prowadzi tam szlak żółty, po drodze widoki na dolinę Użu, Użański Park Narodowy jak i na nasze Bieszczady. Nasz szlak schodzi do górnej części wsi, po drodze już we wsi przekraczamy potoczek, a jest nim Uż w górnym swym biegu. Później przejście pomiędzy domami przez wieś i wychodzimy na drogę główną, dokładnie przy sklepie i kawiarni, gdzie większość uczestników wycieczki, po tej 25 km wędrówce, gasi pragnienie lanym ukraińskim piwem.

Fajnie się siedziało, piło piwo i gadało, ale czas było się zbierać w drogę powrotną. Plan był taki, by do Polski wjechać przez przejście graniczne w Krościenku i tak też zrobiliśmy. Ale zanim tam dojechaliśmy, to po wyjechaniu na Przeł. Użocką doznaliśmy lekkiego szoku, bowiem dalsza droga z przełęczy w kierunku Turki to jedna wielka porażka. Jechałem nią już kilka razy wcześniej, ale teraz to naprawdę jest obraz nędzy i rozpaczy. Miejscami autokar hamował do prędkości 10 km, by nie urwać czegoś w podwoziu, a większość drogi można było przejechać z prędkością nie większą niż 40 km/h. Mijający nas swoimi samochodami ukraińcy miło się uśmiechali do nas, a może śmiali się z nas, widząc jaką ekwilibrystyką musiał wykazywać się nasz kierowca, by jako tako dało się przez to coś - co podobno nazywa się drogą - przejechać w miarę bez strat w ludziach i pojeździe :). Przed wjazdem na przejście graniczne, obowiązkowo zakupy, jedni większe, inni mniejsze. Wszystkie formalności na przejściu granicznym poszły w miarę sprawnie, bo trwały nieco ponad 1 godz., więc o 1.30 jako ostatni uczestnicy wysiedliśmy z autokaru w Jaśle.


Przez te 2 dni marszu pokonaliśmy ok. 43 km, z czego na pierwszy dzień przypadło 18 km, natomiast w drugi dzień był nieco dłuższy odcinek, bo liczący 25 km. Pierwszy dzień spędziliśmy - od wymarszu z Latorki po dojście do Husnego Wyżnego - 8 godzin w terenie, wliczając w to liczne postoje na odpoczynki i posiłki. Drugiego dnia potrzebowaliśmy 9 godzin do pokonania tej 25 km trasy, także wliczając w to odpoczynki. Pierwszy dzień 51% trasy (9,2 km) to podejścia, natomiast zejścia 49% (8,8 km), natomiast drugiego dnia było to odpowiednio 12,1 km (48%) i 12,9 km (52%). Obok znajdują się wykresy hipsometryczne poszczególnych tras pierwszego i drugiego dnia.

tekst Dariusz Zając


fot. Zbigniew Norwicz, Dariusz Zając

Ostatnia aktualizacja:
19-12-2015 18:20:42

wróć do strony głównej wypraw

stat4u