Szczyty i pasma Beskidu Niskiego

Lackowa (997 m)


Lackowa (997,1 m n.p.m.) - to najwyższe wzniesienie polskiej części Beskidu Niskiego, według nieformalnych podziałów należącego do tzw. Gór Hańczowskich. Szczyt położony jest na granicy państwa, więc jest wzniesieniem wododziałowym, południowe stoki odwadniane są do zlewni Morza Czarnego, północne do Morza Bałtyckiego. Jest to góra o wybitnie wybijającej się sylwetce w terenie, widoczna z wielu miejsc, także poza Beskidem Niskim. Na przedwojennych mapach miała nawet wysokość przekraczającą magiczną liczbę 1000, a było to 1001 m n.p.m., przy czym Busov miał wówczas także nieco więcej niż obecnie - 1010 m. Mieszkańcy pobliskiej wsi Bieliczna (dziś nieistniejącej) nazywali ją Łackową (spolszczona nazwa to Wackowa), co oznaczało, że teren ten należał do jednego z mieszkańców o imieniu lub przezwisku Łacko. Z uwagi na fakt, że pod szczytem istniał obóz konfederatów barskich, zrównany z ziemią przez spychacze PGR-u, do tego szczytu przyległa też nazwa Chorągiewka Pułaskiego, bowiem ponoć konfederaci poprzez niezalesiony wówczas szczyt porozumiewali się z obozem nad Wysową, znajdującym się na stokach góry Jawor (więcej o obozie). Obecnie w miejscu obozu nad Izbami stoi metalowy krzyż z tabliczką informacyjną, podobne krzyże stoją także na stokach Jawora, gdzie znajdowała się ława artyleryjska oraz dolny obóz. Ze względu na wysokość Lackowej można spotkać określenie, że jest to "policyjna góra", wszak ma taką wysokość jaki jest numer policyjnego telefonu alarmowego. Niegdyś na szczycie stała wieża triangulacyjna, jedna z wielu do pomiarów geodezyjnych, z czasem jednak zniszczała, do dziś nie ma po niej sladów.

Warto zauważyć, że - jak pisałem wyżej - sam główny szczyt Lackowej znajduje się na granicy, ale jego znaczna część ciągnie się już tylko po stronie słowackiej, w kierunku wioski Cigelka, zwiąc się Palenica. Ponadto warto zwrócić uwagę, że od zachodniej części masywu głównej kulminacji, przez przełączkę, odgałęzia się na płd.-wsch. równie znaczący grzbiet ze szczytami 851 m, Priehyba (795 m) i Siva Skala (837 m), ciągnący się w kierunku masywu Busova. Więc oba te grzbiety wzięte razem można uznać ogólnie za masyw Lackowej. Co ciekawe między obydwoma grzbietami prowadzi od dawna, a conajmniej od XVIII wieku droga, która zwie się "drogą konfederacką", bowiem była ona wykorzystywana przez konfederatów barskich, dlatego że łączyła obóz nad Izbami z obozem na górze Jawor nad Wysową.

Lackowa nie posiada obecnie żadnych walorów widokowych, bowiem szczyt jest zalesiony, czasem między drzewami mamy niewielki widok na okolicę. Natomiast turyści znają ją głównie ze stromego zachodniego podejścia, które naprawdę może dać się we znaki. Nawet zejście może okazać się niebezpieczne, szczególnie gdy jest mokro w terenie. Na tym najbardziej stromym odcinku mamy do pokonania ok. 240 m wzwyż na odcinku ok. 260 m. Opadające stoki Lackowej w okolicach wierzchołka, bardziej stromo opadają ku stronie słowackiej, na polską stronę są zdecydowanie łagodniejsze. Po obu stronach rozciągniętego grzbietu znajdują się przełęcze, po wschodniej stronie jest to Przeł. Pułaskiego oddzialająca ją od pasma Ostrego Wierchu, a po zachodniej Przeł. Beskid, gdzie prowadzi szutrowa droga do słowackiej Friczki. Ze stoków Lackowej bierze swój początek rzeka Biała (zwana Dunajcową), wypływając z północno-wschodnich stoków, tuż nad przełęczą Pułaskiego, na mapie Nazw miejscowych Beskidu Gorlickiego opracowanego w 1970 roku przez Tadeusza Romualda Topolskiego widnieje tu nazwa "Rostoka".

Niegdyś (do 2012 r.) przez szczyt przebiegał polski zielony szlak PTTK, który był częścią długiego szlaku relacji Stróże - Wysowa - Krynica - Muszyna. Decyzją ZG KTG PTTK został skasowany odcinek z przełęczy pod Cigielką do szczytu Dzielca (odcinek graniczny) i ciągłość szlaku została przerwana. Obecnie przez szczyt prowadzi tylko słowacki czerwony szlak graniczny, mający tu status Europejskiego szlaku długodystansowego E-3, łączącego wybrzeże Atlantyku z Morzem Czarnym. Co ciekawe przed II wojną światową przez Lackową prowadził szlak czerwony, ale polski, był to Główny Szlak Beskidzki im. marszałka Józefa Piłsudskiego wyznakowany jeszcze przez PTT, który po wojnie został odsunięty w tym miejscu od granicy państwa. Lackowa należy do Korony Gór Polski, jako najwyższy szczyt Beskidu Niskiego, i w związku z tym została zainstalowana tam pamiątkowa pieczątka. Szczyt ten jest jednym z tych, który trzeba zdobyć do Korony Beskidu Niskiego, odznaki ustanowionej przez PTTK Jasło.

Co najmniej od 1981 roku na szczycie Lackowej stał drewniany krzyż, nazwany przez autorów akcji jego postawienia "krzyżem katyńskim", a więc ustawionym dla upamiętnienia pomordowamych naszych rodaków przez NKWD. II krzyż katyński miał tam stanąć w 1985 roku ze stosowną tabliczką, ale jak wspominają uczestnicy - nie potrzeba było go montować, bo ten z 1981 roku miał się dobrze. W 1885 roku na szczyt wybrali się ci sami ludzie, co w 1981, wtenczas już studenci II roku prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Informacje o historii tego krzyża kiedyś można było przeczytać na pewnej stronie internetowej, nawet zdjęcia uczestników wraz z krzyżem na szczycie były. Niestety dziś strona ta nie istnieje, a że wówczas sobie to skopiowałem, to mam w swoim archiwum i mogę przedstawić ogółowi :). Obecnie krzyż nadal stoi, choć zapewne nie jest to już ten historyczny, bowiem obecny jest dość niski.

Warto wspomnieć jeszcze o pewnych kamieniach z napisami, które mogą budzić zaciekawienie turystów wędrujących szlakiem granicznym przez Lackową. Jednym z nich jest kamień na głównym wierzchołku, gdzie z jednej strony mamy datę "1923" a z drugiej skrót "T.P.G.". Jednym z wyjaśnień jest to, że ponoć jest to słupek, którego skrót oznaczać miał "Tymczasową Państwową Granicę", którą tyczono po I wojnie światowej. Niektóre podobne słupki w innych częściach karpackiej granicy mają też skrót "T.G.P", a więc nieco przestawione są litery. Trudno powiedzieć, czy oznaczały to samo, czy zupełnie co innego. Co ciekawe, w tej okolicy doszło do zmiany granic w okresie poprzedzającym II wojnę światową, kiedy to w 1938 roku wymogliśmy na Słowacji (wtenczas jeszcze Czechosłowacji) cesję, czyli odstąpienia swego terytorium, m.in. w okolicach Lackowej, a konkretnie teren na południe od szczytów Ostrego Wierchu, Cigielki i Jawora, a więc dzisiejszych łąk opadających z głównej grani karpackiej ku miejscowości Cigielka - co obrazuje mapka obok. Inne wytłumaczenie jest takie, że może on oznaczać po prostu: "Triangulacja Państwowej Granicy" lub "Triangulacja Państwowych Granic". Jakie jest poprawne wyjaśnienie tego skrótu, do tej pory nie udało mi się zgłębić w zadowalający sposób.

Jest jeszcze jeden ciekawy kamień o znacznie starszym rodowodzie, przynajmniej na to wskazywałaby data na nim. Mianowicie na niewielkim piaskowcu wykute są następujące litery i cyfry w dwóch rzędach, jeden pod drugim: "NXXV" i poniżej "IZB1787". Ostatnio jak go widziałem, to znajdował się na granicy państwa, niedaleko wspomnianej już odchodzącej do Cigelki drogi konfederackiej, dokładnie przy słupku granicznym 249/6. Krystyna Pieracka w swojej kisążce Na szlakach Łemkowszczyzny napisała, że ponoć niegdyś miał znajdować się w okopie konfederatów barskich nad Izbami, i z ich pobytem tutaj go wiązała. Ale czy tak naprawdę z konfederatami był związany trudno powiedzieć, wszak w tym okresie, na który wskazuje data na nim, ruch konfederacki już nie istniał. Ale chyba sama autorka miała wątpliwości, bo następnie sama zadaje sobie pytanie: "Może to tylko znak graniczny muszyński, lub z początków okupacji austriackiej?". Choć w moim przekonaniu na jakikolwiek znak graniczny to marny to obiekt, zbyt mały, chyba, że niegdyś wyglądał inaczej niż obecnie. Niemniej jednak sprawa z tym kamieniem jest ciekawa.

Lackowa została też ujęta w poezji, później przełożonej na muzykę w piosenkach turystycznych, określanych też poezją śpiewaną. Co prawda nie są to utwory tylko o niej samej, ale wspominające o niej. Najbardziej znanym mi utworem, w którym wspomina się o królowej BN są Pejzaże Harasymowiczowskie, gdzie W. Bellon ujął to w następujace słowa: Kiedy stałem w przedświcie a Synaj / Prawdę głosił przez trąby wiatrów / Zasmreczyły się chmur igliwiem / Bure świerki o góry wsparte / I na niebie byłem ja jeden / Plotąc pieśni w warkocze bukowe / I schodziłem na ziemię za kwestą / Przez skrzydlącą się bramę Lackowej. W utworze tym mowa jest o "Bramie Lackowej" utożsamianej tu w moim przekonaniu jako jakiejś granicy, przez którą wchodzi się w magiczny świat Beskidu Niskiego. Inny utwór, gdzie wspomniano o Lackowej to "Sponad kufla piwa" zespołu "Na Bani", gdzie w ostatnich wersach słyszymy: Ponad sady dolin i cerkiewne głowy / W rozespanych wspomnieniach nieprzytomnie tonę / Między drogą z Komańczy a bramą Lackowej. Wspomnienie o królowej BN jest również w utworze: Bieliczna, sł. i muz. Krzysztof Kleszcz, gdzie słyszymy: Nad Bieliczną trawa aż po pas / Nad Bieliczną Lackowa stoi w chmurach / Nad Bieliczną rosną lasy pełne malin i borówek / Nad Bieliczną płacze dobry Bóg.

W książce Legendy łemkowskiego Beskidu (2007) A. Potocki przytacza legendę pt. Upiór na Lackowej, tyle tylko, że nie doprecyzowuje, że nie chodzi tu o znaną nam powszechnie Lackową (997 m), a o szczyt Ostry Wierch, który dawni mieszkańcy zwali Hutniańską Łackową (Lackową), w odróżnieniu od Lackowej Bieliczańskiej, czyli tej właściwej Lackowej. Ale mimo tego, myślę, że warto przytoczyć tu ową legendę, która pierwotnie ukazała się w książce Nad rzeką Ropą, tom 2 (1965). Ja postaram się ją skrócić do minimum, całość można przeczytać we wspomnianych książkach lub nawet w internecie. Jest to legenda o Maćku, synu właściciela huty szkła w Hucie Wysowskiej, który zakochał się w Zborowie w słowackiej Cygance o imieniu Róża, którą następnie podstępnie porwał, a mimo to ona zgodziła się wyjść za niego za mąż. Ale ojciec nie był z tego zadowolony, kazał odesłać Różę do domu, a Maćka uwięził i zabronił wypuszczać. I stało się nieszczęście, Maciek odebrał sobie życie - powiesił się. Pogrzebano go - zgodnie z obyczajem - poza terenem cmentarza, a wywieziono go daleko w góry, właśnie na Lackową, gdzie miały zbiegać się granice Huty Wysowskiej, Bielicznej i granicy węgierskiej. Po jakimś czasie okazało się, że zmarły nie leży spokonie w mogile, ale chodzi sobie po lesie. Więc ojciec zamówił słynnego baczę ze słowackiej strony Karpat, który odprawił nad grobem Maćka wszystkie swoje modły, ale nic to nie dało, bowiem upiór ponownie niepokoił ludzi. Wziął więc ojciec swoich ludzi z huty i poszli usypać kopiec z kamieni nad grobem Maćka, by upiór nie był w stanie się podnieść, ale to też nic nie dało. W końcu ojciec sprowadził starego baczę spod samiuśkich Tater, rozkopano grób i oczom ukazał się im widok, jakby Maciek tylko spał, a nie leżał tam już bez życia 2 miesiące. Zabrał się więc bacza do odprawiania swoich praktyk. Najpierw rozpalił ognisko, dosypał do niego zioła, okadził zwłoki, a później pokropił trupa święconą wodą i ciesielskim toporem odciął mu głowę. Następnie odwrócił Maćka plecami do góry, między nogi nakładł mu gałązek tarniny, na którą położył odciętą głowę. Nie omieszkał też przebić ciało dwoma krokwianymi gwoździami, z których jeden wbił w serce, a drugi w krzyże. Na koniec jeszcze ponownie okadził i pokropił wodą święconą i po tym zabito trumnę ćwiekami, wrzucono do grobu i zasypano. Dopiero po tych drastycznych praktykach upiór Maćka przestał niepokoić ludzi. Dziś po mogile Maćka na Lackowej nie ma już śladu. Ale kto wie, czy tak do końca upiór się uspokoił...


Ostatnia aktualizacja:
28-08-2017 17:46:11


wróć do strony głównej szczytów BN

stat4u