A kiedyś łopotał tu sztandar konfederatów barskich...

Śladami Konfederacji Barskiej w regionie

Obóz Konfederatów barskich pod Wysową - próba rekonstrukcji 1


Od niemal tego samego momentu, kiedy odnalazłem pierwsze konfederackie ślady na górze Jawor pod Wysową, zadawałem sobie pytanie, jak ten obóz mógł wyglądać. Nie zmieniło tego również odnalezienie ławy artyleryjskiej niedaleko szczytu ani nawet wzmianka na mapie Miega2, która potwierdzała konfederackość właśnie tej budowli. Był to jedynie szczegół bardzo skomplikowanej układanki, który wywołał dalsze wątpliwości. Sytuacja była zadziwiająca, ponieważ obóz istniał na pewno w tym miejscu i na pewno był dobrze ufortyfikowany. Co więcej, na ten temat posiadamy znacznie więcej źródeł, niż na temat innych obozów. W przypadku redut w Koniecznej i Izbach, mimo, że znajdują się na terenach rolniczych, które podlegały stałej rekultywacji lub nawet niszczeniu, ślady po nich przetrwały do dziś. Czyżby Drewitz był skuteczniejszy niż PGR-owskie spychacze z Izb? Pewnych wskazówek dotyczących rozwikłania tej zagadki dostarczyła mi ... Lanckorona. Ale zacznijmy od początku.

Pierwszym znacznym konfederatem, który zdawał sobie sprawę z niskiego poziomu wiedzy wojskowej swoich współbraci, był książę Marcin Lubomirski. Niebagatelną rzeczą był niski pozom sztuki fortyfikacyjnej. Widzimy to zresztą wyraźnie w Muszynce i Izbach, gdzie zastosowano proste i przestarzałe rozwiązania. Natomiast Konieczna, czy Łupków są już zupełnie inną sprawą. Lubomirski zdawał sobie sprawę z tych niedociągnięć i zaczął działać. W połowie maja 1769 roku zwerbował na służbę konfederacji 10 francuskich oficerów. W lipcu dotarli do Wiednia, gdzie odebrali przesłane przez księcia pieniądze i ruszyli do Preszowa. Niestety ich protektor z racji swych porażek popadł w kłopoty. Jego przeciwnicy z Gabułtowa (Gaboltov na Słowacji) bardzo szybko dowiedzieli się o zagranicznych przybyszach. W rozmowach oczerniali go, donieśli również o jego niedawnych klęskach, a nawet rzekomej niewoli. W końcu Francuzi, kiedy nie doczekali się księcia, podzielili się – część z nich udała się do Gabułtowa i zasiliła szeregi jego adwersarzy, m.in. Dzierżanowskiego, natomiast trzech z nich pozostało do końca z Lubomirskim.

Był już koniec listopada i w Górnych Węgrzech3 rozpoczął sie wielki ruch związany z przenosinami Generalności z Białej do Preszowa. I to właśnie do niej zgłosili się pozostali francuscy oficerowie. Wśród nich znalazł się biegły w sztuce fortyfikacyjnej płk De la Serre. Ponieważ w tym czasie większość rekrutów kierowano do Koniecznej, tam zapewne trafił Francuz. Tym bardziej, że marszałek Miączyński, dowodzący tym obozem, komunikował się biegle po francusku w przeciwieństwie do Pułaskiego, stojącego wtedy w Grabiu.

Rok po tych wydarzeniach, środek ciężkości konfederackich działań przeniósł się na północny-zachód. Miączyński trafił pod Lanckoronę z rozkazami ufortyfikowania tamtejszego zamku. Zadanie scedował na swego francuskiego fortyfikatora. Rozkaz jednak wydawał się niewykonalny, ponieważ był środek mroźnej zimy, a pokrywa śnieżna dochodziła do 1 metra. Mimo to De la Serre poradził sobie doskonale i to w ciągu 5 tygodni. Dowodem była klęska 1,5 tysięcznego oddziału Rosjan dowodzonego przez Suworowa, którą zadał broniący się niespełna 100 osobowy oddział konfederatów.

Francuz zamiast kopać szańce w zmrożonej ziemi, wszystkie umocnienia wykonał z drewna. W tamtym czasie wykorzystywano do tego 2,5 - 3,5 metrowe bale. Układano je ściśle jeden na drugim. Jednak górne kloce nie dosuwano do siebie, lecz pozostawiano szczelinę tworząc w ten sposób strzelnicę. Bale mocowano za pomocą lin lub wici faszynowych do słupków wbitych od wewnętrznej strony umocnienia. Podczas szturmu nieprzyjaciela, obrońcy przecinali szablą lub siekierą więzy i bale staczały sie na atakujących. Ten typ umocnień zakładano szczególnie tam, gdzie liczba obrońców była niewystarczająca do pełnego obsadzenia obwodu obrony. W Lanckoronie główną część takich umocnień stanowił prostokątny bastion z dwoma kurtynami. Wewnątrz bastionu wybudował, również z bali, blokhauz. Dodatkowo wzmocnił przedpole zasiekami, stosując również wykonane z drewna tak zwane konie fryzyjskie (rysunek poniżej).

W tych rozważaniach należy zwrócić jeszcze uwagę na jeden fakt. Dotyczy on możliwego okresu, w którym powstał obóz pod Wysową. Można powiedzieć, że do początku roku 1770 nie istnieje. Nie udało mi się znaleźć ani jednego źródła powstałego przed tym okresem. Pierwsze o nim wzmianki pojawiają się w związku ze zdradzieckimi postępkami Bierzyńskiego. Po sromotnej klęsce na Litwie, nastąpiło przesilenie w dowództwie nad konfederackimi oddziałami. W jego wyniku dominującą pozycję zdobył Pułaski. Natomiast marszałek sieradzki z takim obrotem spraw pogodzić się nie zamierzał. Jako, że na samym pograniczu nie było dla niego miejsca po powrocie z Litwy, usadowił się w obozie pod Kobylanką. Tutaj dalej werbował i rósł w siłę szczególnie po różnych konfederackich klęskach. Zgarniał zmierzających w góry konfederackich rozbitków, co nasiliło się w styczniu 1770 roku po klęsce pod Dobrą.

Jednak prawdziwa gratka trafiła mu się na przełomie stycznia i lutego. 25 styczna 1770 roku regimentarz rawski Pakosz pojmał w Siedlcach, zmierzających z Warszawy do Brześcia braci, Jana i Michała Grabowskich – figury nie byle jakie. Pierwszy był marszałkiem konfederacji słuckiej i generałem majorem wojsk litewskich. Drugi, starosta czechowski, generał wojsk koronnych. Obydwaj wielcy stronnicy rosyjscy, zaprzyjaźnieni ze Stanisławem Augustem i rosyjskim posłem w Polsce, Michaiłem Wołkońskim. Tuż po klęsce Wielkopolan, mieli posłużyć do wymiany za pojmanych marszałków, np. Szaniawskiego. Ale aby takiej wymiany dokonać, trzeba było ich przetransportować nad bezpieczną granicę węgierską, wprost do obozu w Koniecznej. Gnał więc Pakosz bez wytchnienia, ścigany przez Kozaków, aż do samego Staszowa. Tutaj przekazał cenną zdobycz Janikowskiemu z komendy Bierzyńskiego, który ruszył dalej na południe. Do granicy jednak nie dotarł. Przejął ich sam marszałek sieradzki w obozie pod Kobylanką. Natychmiast zawezwał z Gabułtowa swych najbardziej zaufanych konsyliarzy i rozpoczął z Grabowskimi pertraktacje. Ale nie w Kobylance, lecz w Wysowej!

Dlaczego wybrał ten obóz? Odpowiedź wydaje się bardzo prosta, tam czuł się wraz ze swoją cenną zdobyczą bezpieczny. Już wtedy obóz musiał być gotowy i dobrze ufortyfikowany. Bierzyński na ten czas nie posiadał zbyt wielkich sił. Jednakże jego konfederaccy przeciwnicy przeżywali bardzo trudny okres. Na przełomie 1769 i 1770 roku pozycja Generalności była mocno nadwerężona. W listopadzie utracono Kraków. Główne siły konfederackie poniosły sromotną klęskę 24 stycznia pod Dobrą. Dywizja wielkopolska dowodzona przez Malczewskiego została rozegnana z kretesem 16 lutego pod Błoniem. Jakby tego było mało, Rosjanie 13 styczna rozbijają główny obóz konfederacki dowodzony przez Pułaskiego w Grabiu. To więc zapewne spowodowało, że marszałek sieradzki mógł kpić sobie z ponawianych przez zwierzchność rozkazów nakazujących mu wydanie więźniów. Generalność mimo wszystko nie zdecydowała się na zaatakowanie go w obozie.
Podsumowując, może to zatem świadczyć o tym, że powstał on na przełomie 1769 i 1770 roku, a więc wtedy, gdy De la Serre pojawił się w obozie Miączyńskiego.


REKONSTRUKCJA

Mimo upływu wielu lat i tego, że główne umocnienia wykonano z drewna, zachowały się pewne pozostałości, na podstawie których można się było pokusić o odtworzenie wyglądu obozu.

Najlepiej zachowanym fragmentem jest ława artyleryjska (A) na szczycie góry Jawor. Jest to jedyny element, który został zaznaczony na mapie "Miega" i ocalały do dziś. Ma wymiary ok. 18 x 5 m. Z trzech stron otoczony jest wykopem. Taka wielkość pozwalała na ustawienie 3 dział tak, aby obsługa miała swobodny do nich dostęp. Od frontu pozycja była zabezpieczona koszami wiklinowymi wypełnionymi ziemią. Taka konstrukcja umożliwiała w razie konieczności oddanie strzału w dół, ponieważ przedpole dochodzące do pozycji jest bardzo stromo opadającym stokiem.

Więcej światła rzuciło odnalezienie fragmentów konfederackiego działa (fot. poniżej). Z jednej z relacji wiemy, że stracili oni jedno z dział i że było małego kalibru. Teraz możemy już dopowiedzieć, że było żelazne, 3–funtowe. Z powyższego można wnioskować, że pozostałe były większe, a więc 6–funtowe. Miejsce znalezienia dało nam również wskazówkę, jak transportowano działa na pozycję. Zważywszy na to, że działo wraz z lawetą ważyło blisko tonę, nie była to prosta operacja. Fragmenty armaty i łańcucha sprzężaju odnaleziono przy granicy na południowym krańcu obozu (B). Tutaj więc, aby bezpiecznie zaprzęg dostał się w dół stoku na węgierska stronę, należało obrócić o 180º i dalej skośnie do stoku na północ. To zapewne na tym ostrym zakręcie laweta splątała się z zaprzęgiem, a działo zdobyli Rosjanie. Ponieważ odnaleziono jedynie fragmenty, musieli wysadzić je w powietrze na miejscu.

Konfederaci dysponowali jednak 4 działami. Na pozycję czwartego wskazują przede wszystkim znaleziska z 2008 roku. Była to niewielka kulminacja pod szczytem Jawora (C). Całe przedpole na wschód od niego, pokryte było siekańcami, których konfederaci używali do wypełniania kartaczy. W tamtym miejscu nie mogły one pochodzić z dział na górnej baterii z dwóch powodów. Odległość dzieląca te dwa miejsca to ponad 500 m, co grubo przekracza maksymalną odległość na jaką strzelano tym typem pocisków. Gdyby jednak mimo wszystko zdecydowano się na taki strzał, to rozproszenie szrapneli byłoby ogromne, a nagromadzenie znalezisk świadczyło o czymś innym.

Drugim powodem był kąt z jakiego musiałby paść taki strzał. Ponieważ działa były osłonięte koszami, ich kąt horyzontalnego obrotu był mocno ograniczony. Aby w ogóle tego dokonać, trzeba by zmienić pozycję lewego skrajnego działa, co biorąc pod uwagę ograniczone miejsce, praktycznie było niewykonalne.
Kolejną wskazówka jest kształt wzniesienia. Od strony wnętrza obozu widoczny jest łagodny klinowaty stok, który zapewne służył za rampę do wtaczania działa. Niestety został mocno rozkopany przez żołnierzy wykonujących fortyfikacje w czasach I wojny światowej.

Następne pozostałości po fortyfikacjach są zlokalizowane około 100 m na południowy-wschód od pozycji dział na szczycie Jawora (D). Na niewielkim wypiętrzeniu terenu widoczne są ślady w postaci czterech zniwelowanych platform, schodzących jedna za drugą w dół stoku. Na zdjęciach z lidaru widać wyraźnie, że owe platformy zawierają się w zewnętrznych rowkach wyznaczających prostokątny kształt, z jednym bokiem zakończonym trójkątnie, skierowanym na przedpole. Kształt ten jest niemal idealnym odwzorowaniem klasycznej formy blokhauzu. Widoczny rowek zewnętrzny był pozostałością po ścianach. Wykonywało się je z bali drewna wkopanych pionowo w grunt. W ścianach tych wycinano strzelnice. W tym przypadku umocnienie to powstało na dosyć stromym stoku. Stąd budowniczowie wykonali wewnątrz wspomniane niwelacje. Ponieważ obrona odbywa się poprzez boczne ściany, stąd zapewniały one dogodną pozycję dla strzelców. Taka konstrukcja dawała również wygodne kwatery w okresie spokoju.

Kolejnymi śladami elementu umocnień są pozostałości po budowli zlokalizowanej w najwyższym punkcie szczytu góry Jawor (E). Są widoczne w terenie, ale znacznie lepiej na zdjęciach radarowych terenu. Wyraźnie widać niemal idealnie okrągły kształt o średnicy ok. 16 metrów. Miejsce to jest jedynym, z którego było widać wszystkie konfederackie pozycje, zarówno na południowej flance, jak i poniżej szczytu na północnej. Co powodowało, że było wręcz idealne jako punkt dowodzenia. Taki kształt oraz spora ilość znajdujących się tam kamieni, może wskazywać, że była to wieża lub rotunda wykonana właśnie z tego materiału. Być może, to właśnie ta siedziba, o której wspominał Drewitz, była wykorzystywana przez oficerów.

Ostatnim, niewielkim elementem, który można dostrzec w terenie, jest jedna, niewielka niwelacja o wymiarach ok. 10 x 3 m. Leży ona w jednej linii z ławą artyleryjską, ok. 30 metrów na północ od niej. Jej wymiary świadczą raczej o wykorzystaniu przez strzelców prowadzących obronę z broni ręcznej. Można było stąd prowadzić obronę w kierunku północnym oraz wschodnim, czyli na przedpole baterii dział. Kilka takich pozycji umieszczonych na stoku tworzyło swego rodzaju front pilasty (F).

Pozostało pytanie jak połączyć te elementy w jedna całość? W tym jednak pomocni okazali się Rusini. Otóż w tamtym czasie tereny te były użytkowane rolniczo. W trakcie uprawy na wiosnę zbierali oni z pól kamienie, które jak wierzyli rodziła ziemia. Znoszono je mozolnie w jedno miejsce usypując kopce lub, jak w tym przypadku, odrzucano na miedzę. Z czasem powstały swego rodzaju murki biegnące wzdłuż granicy ról od dna doliny, aż do samego grzbietu, czyli w tym przypadku do granicy. W miejscu obozu jednak nagle się urywają i znikają. A teren za tym miejscem robi się niemal idealnie równy. Doszedłem do wniosku, że to te miejsca wyznaczają właśnie przebieg umocnień. Po stronie wewnętrznej powstawał tak zwany obozowy majdan. Przeprowadzano tu musztry, odprawy i tutaj skupiała się cała wewnętrzna komunikacja. Wreszcie dostęp do pozycji obronnych musiał być łatwy i swobodny. Aby tak sie stało, konfederaci musieli wszystkie te konstrukcje rozebrać, a teren uprzątnąć z wszelkich przeszkód. Kiedy zacząłem te linie łączyć, poczęły nabierać logicznych kształtów. Stało się również jasne, że obóz składał się z dwóch niezależnych redut. Główna część, większa, stanowiła ta zlokalizowana na szczycie góry Jawor. Jej podstawą była bateria trzech dział umocniona koszami wiklinowymi. Od niej, na wschód, przebiegały umocnienia drewniane w kierunku blokhauzu (a), najpierw „po warstwicy”, a później prostopadle w dół stoku, dochodząc do krótszego boku tej budowli. Natomiast z drugiego krańca tego boku wybiegały prostopadle w kierunku granicy (b). Tutaj umocnienia obronne skręcały na południe wzdłuż granicy, tworząc niejako odrębną część reduty. Przyjęły one w tym miejscu konstrukcję linii kleszczowej, która znacznie podnosiła skuteczność jej obrony (c). Przez środek tej części przebiegała główna droga łącząca obóz z Węgrami. Przestrzeń między drogą a umocnieniami była wolna.

Natomiast po stronie przeciwnej znajdowały się namioty. W nich kwaterowali konfederaci i o ich niszczeniu wspominał Drewicz. Była to więc część socjalna obozu. Świadczą o tym również znaleziska w postaci monet, sprzączek itp. Tutaj również palono ogniska, na których przygotowywano strawę. Ale również topiono ołów i odlewano kule. W tych miejscach znaleziono duże fragmenty nacieków ołowianych, powstałych w trakcie wytopu metalu. Zdecydowanie było to najbezpieczniejsze miejsce, ponieważ te polowe kwatery praktycznie znajdowały się po węgierskiej stronie granicy. Na tym odcinku brak jest okopu granicznego. Powodowało to sytuację, w której austriaccy żołnierze z korpusu granicznego musieli przebywać po prostu między konfederatami. Nie uszło to uwagi Drewicza, który dostrzegł ich mundury podczas lustracji terenu przed bitwą.

W przeciwnym kierunku od baterii artyleryjskiej umocnienia zbiegały w dół na północ, wzdłuż niewielkiego, dosyć stromego grzbietu. Tutaj zlokalizowano około trzech pozycji tworzących front pilasty (F). Pozycje powstały poprzez umocnienie od wschodu i północy niewielkich, zniwelowanych placyków. Dostęp do nich od wnętrza obozu pozostał otwarty. Poniżej znajdowała się północna ściana obozu z wypadem (d). Tutaj zlokalizowane jest źródło wody, którym był biorący w tym miejscu początek niewielki potok spływający na Węgry. Między tą ścianą a szczytem był jeszcze jeden, niemal prosty odcinek umocnień (e). Brał on swój początek tuż pod pozycją dział i przebiegał prostopadle do granicy.

Ostatnią częścią reduty na "Jaworze" był obozowy majdan (G). Ograniczony ścianą wewnętrzną od północy, baterią artyleryjską od wschodu, początkiem części socjalnej od południa. W jej centralnej części przy granicy, znajdowała się wieża. To tutaj ulokowano zapewne oficerskie kwatery oraz punkt dowodzenia. Z górnej kondygnacji można było swobodnie zlustrować teren we wszystkich kierunkach. Doskonale widoczna jest stąd również Lackowa, na szczycie której znajdował się punkt sygnalizacji flagowej, komunikujący się z węgierskim Gabułtowem. Mogła służyć również jako doskonały punkt obronny, szczególnie z kierunku północnego. Ta strona obozu była zdecydowanie najsłabsza. Obronę można tu było prowadzić tylko z broni ręcznej, a teren był zdecydowanie najłatwiejszy do zdobywania. Być może twórca uznał, że to wystarczy, zważywszy na to, że bok ten był niejako broniony przez drugą redutę zlokalizowaną opodal na północ. Powierzchnia tej części obozu to 3,54 ha.

Najważniejszym założeniem drugiej części obozu był bastion (C) zlokalizowany na niewielkiej kulminacji 667,2 m n.p.m. Tutaj umieszczone było jedno z konfederackich dział. Do bastionu prowadziła pochylnia powstała z uformowania stoku wzniesienia. Od bastionu wybiegały kurtyny na południe w kierunku Jawora (f) oraz na zachód w kierunku Cigelki (g). Z tej strony umocniono krawędź stromego stoku, tworząc bok zachodni (h). Drewniany okop łączył się ze sobą pod stokami góry Jawor, ok. 180 m od boku północnego głównej części obozu. Tutaj zlokalizowano wypad, którym można było dostać się do wnętrza. Kurtyny zapewne wzmocniono bastionami w narożnikach i połowie długości dłuższych boków. Wewnątrz umocnień powstał niepodzielony majdan o powierzchni ok. 0.84 ha. Tutaj, podobnie jak na górnej reducie, toczyło się żołnierskie życie. Palono ogniska, wytapiano kule, co potwierdziły znaleziska wytopów ołowianych.

Pozycja ta stanowiła doskonałe uzupełnienie systemu obronnego konfederatów. Przede wszystkim osłaniała od północy pozycję na Jaworze. Oprócz tego dawała panowanie nad główną drogą Wysowa – Cigelka, która była nieosiągalna z pozycji baterii dział z głównej części obozu. Najprawdopodobniej tutaj stacjonowali huzarzy Pułaskiego. W trakcie bitwy dochodziło do potyczek tej jednostki z kozakami. Utrzymywanie koni na Jaworze nie było możliwe. Natomiast w drugiej reducie – jak najbardziej. Blisko była woda i stosunkowo płaski teren osłonięty od przedpola. Żołnierze spieszeni mogli bronić pozycji z broni ręcznej, a w razie potrzeby czynić podjazdy konno. Ta część obozu mogła pomieścić ok. 100 ludzi.

Umocnienia opisane powyżej dodatkowo wzmocnione były zasiekami. Przez analogię z umocnieniami lanckorońskimi można przyjąć, że wykorzystano do tego celu tzw. konie fryzyjskie. Było to urządzenie proste w wykonaniu ale skuteczne w powstrzymywaniu ataku jazdy jak i piechoty. Na prostej kłodzie mocowano prostopadle zaostrzone paliki w czterech rzędach. Następnie poszczególne kłody były łączone w linie. Dodatkowo do ziemi mocowano je za pomocą wbitych pali. Konfederaci mogli również wykorzystać jako zasieki wierzchołki ściętych drzew pni, z których budowali umocnienia. Mocowano je bezpośrednio wierzchołkiem w kierunku przedpola za pomocą wbitych w ziemię pali. Dodatkowo końce gałęzi były ostrzone tworząc bardzo trudną do przebycia plątaninę.

W tamtym rejonie znajdowały się również umocnienia austriackie. Były to głównie okopy graniczne. Zaczynające się od północy na stokach góry Cigelka (805,3 m n.p.m.) w pobliżu słupka granicznego 241/8. Przechodziły przez przejście graniczne, aż do wysokości drogi biegnącej między redutami. Obecnie to okolica słupka granicznego 240/2. Dalej, czyli na odcinku granicy dochodzącej do obozu głównego na górze Jawor, brak jest tego typu umocnień. Pojawiają się one dopiero na stokach wzgórza Horb, obok lokalnej drogi łączącej wieś Cigelkę z Blechnarką. Sprawia to wrażenie, jakby Austriacy ten fragment granicy, bez wątpienia mocno wykorzystywany przez konfederatów, pozostawili wolny. Ale w tym przypadku, po stronie węgierskiej był jeszcze jeden okop. Znajdował się na wysokości zakończenia szańca granicznego pod Jaworem. Biegnie jednak prostopadle do niej, zbiegając w dół stoku w kierunku Cigelki. Z samą granica jednak się nie styka, pozostawiono tutaj ok. 10 metrowy przesmyk, zapewne dla komunikacji. Okop miał ok. 230 m długości i został uformowany w postaci linii kleszczowej. Jego konstrukcja wskazuje na obronę przed atakiem z południa, a więc od strony Jawora. Walory obronne zwiększa pobliski potok, który wraz z głębokim parowem tworzy trudną do sforsowania naturalna przeszkodę. Dystans dzielący okop od krawędzi parowu, to ok. 50 m, czyli dogodny dla muszkietowego strzału. Być może ustawiono tam jeszcze zasieki, co sprawiałoby, że linia ta była praktycznie nie do przejścia. Z podobną sytuacją mamy do czynienia pod Konieczną. Tam okop graniczny ma charakter ciągły. Jednak na odcinku biegnącym wzdłuż konfederackich pozycji, przybiera charakter linii kleszczowej. Należy więc przypuszczać, że z punktu widzenia Austriaków, były to newralgiczne odcinki wymagające zwiększonej obrony.

Dojazd do obozu był możliwy dwiema drogami. Obydwie łączyły Wysową z Cigelką. Przebieg pierwszej praktycznie pokrywa się z dzisiejszą. Na granicy było w tym czasie niewielkie przejście pilnowane przez Austriaków. Aby jednak dostać się do obozu, należało przed granicą skręcić na południe i od zachodu wjeżdżało się między dwie reduty. Najwygodniejszy jednak dojazd prowadził nieistniejąca już dzisiaj drogą biegnącą po prawej stronie potoku Cygołka, a następnie po tej samej stronie jego dopływu Głębokiego Potoku, biorącego swój początek pod kaplicą na stoku Jawora. Biegła między potokiem a wzgórzem 598,7 m n.p.m., dalej wychodziła na grzbiet obok kulminacji 612 m n.p.m. Następnie tuż za istniejącym obecnie sanktuarium wchodziła między reduty i dalej do granicy (H). Droga ta była wygodna, ale osiągalna z konfederackich dział z dwóch pozycji jednocześnie.

Miejsce głównej części konfederackiego obozu zostało oznakowane metalowym krzyżem z tabliczką informacyjną. Znajduje sie on nieopodal ławy artyleryjskiej. Najłatwiej dojść do niego ze szczytu Jawora, 100 m na wschód od słupka granicznego nr 239/20.

opracowanie i fot. Maciej Śliwa
opublikowano za zgodą Autora

-----------------------------------------

1 Śliwa M., Obóz konfederatów barskich pod Wysową, Płaj nr 51, ss. 57-76. Osoby zainteresowane odnajdą tam odniesienia do źródeł wykorzystanych do stworzenia opracowania.
2 Mapy Miega – mapy Galicji wykonane po I rozbiorze Polski przez austriackiego kartografa Friedricha von Miega.
3 Górne Węgry – dzisiejsza Słowacja.


Ostatnia aktualizacja:
   20-10-2016 20:09:43

wróć do strony głównej Konfederacji Barskiej

stat4u