A kiedyś łopotał tu sztandar konfederatów barskich...

Śladami Konfederacji Barskiej w regionie

Konfederackie kule


Podobnie, jak zapewne spore grono osób zafascynowanych konfederacją barską w Karpatach, z dużą niecierpliwością oczekuję na otwarcie Izby Konfederacji Barskiej w Nowym Żmigrodzie. Znajdzie się w niej wiele przedmiotów związanych z konfederacją, ale najważniejszy będzie zbiór pamiątek konfederackich. I wszystko wskazuje na to, że będzie to największa kolekcja tego rodzaju artefaktów w Polsce.

Najpokaźniejszą grupę zbiorów stanowią ołowiane kule muszkietowe. Na pierwszy rzut oka można powiedzieć – ot, metalowe kulki. Ale zgłębiając temat, można wiele z nich wyczytać.

kule muszkietowe konfederackie

Po pierwsze: sposób w jaki były wykonywane. Na ogół każdy żołnierz sam je wyrabiał. Nie było to trudne, ponieważ ołów można z łatwością stopić nad ogniskiem. Do formowania kul służyły specjalne cęgi, które po zaciśnięciu stawały się formą. Po wlaniu metalu i wystudzeniu zwalniano nacisk i wyjmowano kulę wraz z końcówką tzw. nadlewką. Nadmiaru metalu pozbywano się za pomocą tych samych cęgów, odcinając go.

Wśród znalezisk jest jeden przedmiot, który wskazuje jednak że sporządzano kule również w inny sposób. Jest to obcięta nadlewka z formy rzędowej, łącząca kiedyś minimum cztery kule. Takie formy w znaczący sposób pozwalały przyspieszyć ten proces. Dostarczają też informacji o organizacji pracy obozu. Ponieważ taka manufaktura nie mogła pracować tylko na potrzeby pojedynczego strzelca.

Po drugie: oglądając dokładnie kule, można dostrzec ich niedoskonałości. Najczęstszą jest przesunięcie dwóch połówek wynikających z zużycia formy. Powodowało to najprawdopodobniej wyrobienie sworznia spinającego dwie połowy cęgów przez ich długotrwałe użytkowanie.

konfederacka broń

Kolejną wadą kul było zbyt wysokie obcinanie nadlewek. Powodowało to powstawanie mniejszych lub większych garbów na powierzchni pocisku. Każdy strzelec wie, że aby strzał był skuteczny, pocisk powinien poruszać sie jak najszybciej i po prostym torze, a takie wady powodowały koziołkowanie kuli, co znacznie zmniejszało zasięg i celność strzału. Niestety te wady nie świadczą dobrze o naszych przodkach. Wskazują raczej na ich słabe umiejętności strzeleckie i niską jakość używanego wyposażenia.

Ówczesne muszkiety były bronią stosunkowo prostą. Jednak ich obsługa już taka nie była. Przede wszystkim posiadały gładkie lufy ładowane odprzodowo, w związku z tym, aby załadować kulę, trzeba było ją przepchnąć przez całą długość lufy. Aby w ogóle było to możliwe, mając na uwadze wyżej wspomniane wady produkcyjne pocisków, wykonywano je jako podkalibrowe. To znaczy, że ich średnica była znacznie mniejsza od średnicy lufy, aby to wyeliminować i uszczelnić ją w lufie, posługiwano się tak zwanym flejtuchem. Był to okrągły kawałek tkaniny, cienkiej skóry lub filcu o dwukrotnej średnicy kuli. Dodatkowo był on nasączany tłuszczem, aby zmniejszyć tarcie pocisku w lufie przy nabijaniu i wystrzale. Sama nazwa, choć dzisiaj ma negatywne konotacje, pochodzi od zlepku niemieckich słów fliegen – latać i das tuch – chustka, płachta, sukno. Flejtuchy noszone w torbie były tłuste i brudne, dlatego przy ładowaniu bardzo brudziły palce, stąd zapewne ich współczesne znaczenie.

konfederacka broń

Podczas wystrzału flejtuch wylatywał z lufy i spadał kilka metrów od strzelca, najczęściej tląc się i żarząc z powodu bezpośredniego styku z ładunkiem miotającym. Zjawisko to strzelcy często wykorzystywali do wzniecania pożarów. Na przykład wystarczyło wcisnąć lufę broni w strzechę aż po chwyt, potem wycofać do połowy długości lufy i wystrzelić.

Kule na ogół przechowywano w torbach razem z innym wyposażeniem, jednak w czasie walki strzelcy wkładali kilka pocisków w usta. Eliminowało to niepotrzebne czynności związane z wyjmowaniem i wkładaniem pocisku do lufy w czasie ładowania. Sprawiało to, że ręce były wolne i mogły wykonywać inne czynności. A było co robić, aby z takiej broni wystrzelić. Najpierw trzymając muszkiet w poziomie, trzeba było: otworzyć panewkę, podsypać panewkę z prochownicy i zamknąć panewkę. Następnie przenieść karabin do pionu, wsypać proch z prochownicy do lufy, podłożyć flejtuch, wpuścić kulę, wyjąć stempel, przybić ładunek, schować stempel.

grajcar konfederacka broń

Kula jednak w pewnych okolicznościach mogła stać się problemem. Często zdarzało się, że ładunek zamókł, co nie było niczym dziwnym przy naszej karpackiej pogodzie. Trzeba więc było pocisk wyciągnąć i karabin naładować jeszcze raz. Do tego służył tzw. grajcar. Był to przyrząd przypominający podwójny korkociąg nasadzany na stempel. Wprowadzano go do lufy klinując na kuli i ruchem obrotowym wyjmowano, stąd zwano to wykręcaniem. Było to jednak bardzo trudne i pracochłonne. Konfederaci mieli na to swoje szybkie sposoby, doprowadzały one jednak do niekontrolowanych wystrzałów, przez co były bardzo niebezpieczne. Stąd też w konfederackich obozach takie postępowanie było surowo zabronione. Grajcar posiadał jeszcze inne zastosowanie, służył jako wycior do czyszczenia broni.

Wszystkie te skomplikowane czynności sprawiały, że ładowanie było czasochłonne. Przeciętnie wyćwiczony strzelec mógł oddać 1 do 2 strzałów na minutę. Aby przyspieszyć ten proces i zwiększyć efektywność strzelecką, wprowadzono tzw. ładunki. Posługiwali się nimi zapewne również konfederaci. Faktycznie były to pierwsze ładunki zespolone będące prekursorami naboi do broni ładowanej odtylcowo.

konfederacka broń

Aby wykonać swój "nabój", strzelec musiał posiadać jeszcze jedno narzędzie – był to krótki kijek o średnicy równej kalibrowi swojej broni. Na nim zwijano kilkunastocentymetrowy kawałek papieru w cylinder. Końcówkę zagniatano i przewiązywano cienkim sznureczkiem. Po czym usuwano kijek, a w powstałą papierową gilzę wpuszczano kulę, następnie przy końcu pocisku zagniatano papier i znowu go przewiązywano, jednak nie zaślepiając papierowej rurki. Pozostałą wolna przestrzeń uzupełniano odmierzoną ilością prochu. Końcówkę zamykano całkowicie przez zagięcie lub przewiązanie sznureczkiem. Taki ładunek pozwalał na wyeliminowanie posługiwania się prochownicą w czasie strzału. Sprawiało również to, że flejtuch był niejako zespolony z kulą. Odgryzano po prostu końcówkę od reszty papierowej gilzy.

konfederacka broń

Aby załadować karabin takim ładunkiem, należało: ustawić broń poziomo, otworzyć panewkę, odgryźć ładunek, podsypać panewkę, zamknąć panewkę. Następnie przenieść broń do pionu przy lewej nodze i dalej: wsypać resztę ładunku w lufę, wpuścić kulę, wyciągnąć stempel, przybić ładunek, schować stempel. Posługiwanie się tak skonstruowanymi ładunkami pozwalało znacznie skrócić czas ładowania muszkietu. Doświadczony strzelec mógł wykonać 2 do 3 strzałów w ciągu minuty.

W zbiorach znajduje się jedna niepozorna kula, na pierwszy rzut oka niczym nie różniąca się od pozostałych. Jednak na bocznej stronie nieco walcowatego kształtu, możemy dostrzec kilka skośnych bruzd rozłożonych równo na całym obwodzie. Niewątpliwie jest to ślad po gwincie lufy karabinu. Pocisk ten jest świadectwem zaczynającej się właśnie rewolucji w ówczesnej wojskowej broni palnej. Odpowiedzią na bardzo nieprecyzyjne i posiadające bardzo mały zasięg muszkiety gładkolufowe, było wprowadzenie w tej broni luf gwintowanych. Nadanie tym sposobem pociskowi ruchu wirowego, spowodowało ustabilizowanie lotu, przez co celność strzału diametralne wzrosła. Przez tę zmianę konstrukcji zyskano również znaczny wzrost ciśnienia przy zapłonie ładunku miotającego, co znakomicie przełożyło sie na zasięg. Tego rodzaju karabiny nazywano sztucerami lub sztućcami i często używano jako broni myśliwskiej, gdzie drugorzędna była szybkostrzelność, a liczyła się precyzja strzału na daleki dystans. Niewątpliwą wadą tego karabinu było ładowanie. Aby dobrze uszczelnić pocisk w lufie wykonywano go jako nadkalibrowy. Dlatego aby został załadowany, musiał być wbity w lufę, stąd cylindryczny kształt znaleziska. To z kolei powodowało konieczność użycia znacznie solidniejszego stempla, a niejednokrotnie strzelcy musieli się posługiwać specjalnymi drewnianymi młotkami. Niestety, to wszystko powodowało komplikacje i wydłużało czas załadowania broni. Dobrze wyszkolony żołnierz mógł oddać jeden strzał w ciągu kilku minut.

jegrzy

W tym czasie w wojsku coraz częściej zaczęto stosować sztucery jako wyposażenie strzelców wyborowych zwanych jegrami. Nazwa pochodzi od niemieckiego Jäger - myśliwy, myśliwiec. Wzięła się ona z faktu, że w samych początkach w szeregi tych jednostek werbowano głównie doświadczonych myśliwych. Formacja ta była używana do osłony piechoty w trudnym terenie, jak lasy, wąwozy, zabudowania, gdzie nie można było użyć jazdy. Jako strzelcy wyborowi specjalizowali się również w zwalczaniu pojedynczych celów, jak np. nieprzyjacielscy oficerowie.
Wspomniana powyżej kula została znaleziona w miejscu pozycji konfederackich. Można więc z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że pochodzi ze sztućca rosyjskiego jegra.

Jeden z konfederatów uczestniczący w bitwie z Rosjanami wspominał ciekawy epizod: podsłuchy strzelały się w nocy często. To krótkie zdanie mówi o bardzo ciekawych akcjach podejmowanych przez walczących obydwu stron. Polegały one na podkradaniu się nocą pod pozycje przeciwnika i strzał na tak zwany słuch. Uczestniczyć w nich mogli jedynie najlepsi strzelcy. Z powodu braku możliwości wykorzystania przyrządów celowniczych, strzelec musiał składać się "na pamięć", a pozycję celu wyznaczać na słuch. Do przeprowadzania takich starć jegrzy byli idealną formacją. Być może więc wspomniana kula jest właśnie efektem jednego z takich pojedynków.

konfederacka broń

To nie był jednak koniec "kariery" ołowianych kul. Zrobiły ją również w artylerii. Najczęściej używane wtedy działa polowe 3 i 6 funtowe wykorzystywano do miotania dwóch podstawowych rodzajów pocisków. Pierwsze z nich to były oczywiście kule wypełnione ładunkiem lub bez ładunku. Wykorzystywano je do zwalczania wroga na długie dystanse. Natomiast na krótkie stosowane były tak zwane kartacze. Były to ładunki niezwykle skuteczne przy strzałach do 350 metrów, szczególnie podczas szturmu nieprzyjaciela. Zasada działanie była bardzo prosta. Przestrzeń powyżej ładunku miotającego w lufie działa wypełniano nie pojedynczą kulą, lecz wieloma małymi kulkami. Podczas wystrzału efekt był piorunujący: wszystko przed działem w szerokości kilkunastu metrów, było zmiecione z powierzchni. Podstawę pocisku kartacznego stanowił drewniany krążek o średnicy równej kalibrowi działa. Na środku tej podstawy mocowano pionowy trzpień, drewniany lub metalowy. Przestrzeń między trzpieniem a płaszczyzną zewnętrzną podstawy wypełniano ołowianymi kulami. Aby się to wszystko nie rozsypało, poszczególne kule mocowano za pomocą smoły. Dodatkowo od zewnątrz owijano pocisk płótnem i wzmacniano oplotem ze sznurka. Konfederaci jednak udoskonalali tą konstrukcje. Umieszczane wewnątrz pojedyncze kule dzielono na cztery części. Powodowało to, że ilość kulek wzrastała czterokrotnie, a to z kolei znacznie zwiększało siłę rażenia. Miało to też negatywną stronę, gdyż po podziale zmniejszona masa pojedynczych kulek powodowała skrócenie zasięgu. Miało to jednak znaczenie drugorzędne, dlatego że i tak zasięg był znacznie większy, niż skuteczny strzał z muszkietu. Mam nadzieję, że zasoby zgromadzone w żmigrodzkiej Izbie pozwolą na opowiedzenie jeszcze wielu takich konfederackich historii. A jest co opowiadać. Mimo już niemal 250 lat od tamtych wydarzeń, to nasza wiedza na ten temat jest wciąż bardzo uboga.

opracowanie i fot. Maciej Śliwa

Opublikowano za zgodą Autora

Ostatnia aktualizacja:
   25-11-2015 23:20:11


wróć do strony głównej Konfederacji Barskiej

stat4u