A kiedyś łopotał tu sztandar konfederatów barskich...

Śladami Konfederacji Barskiej w regionie

Główne postacie Konfederacji Barskiej

Jerzy Marcin Lubomirski (1738-1811)


W literaturze barskiej książę Jerzy Marcin Lubomirski częściej widnieje jako książę Marcin. Przydomki „Łotrzyka” i „Rozbójnika” przylgnęły w opisach historyków później – gdyż książę Marcin w swoim barwnym życiu, parał się także i rozbojem:
Poniżej „wprowadzenie” do niezwykle barwnej postaci – pochodzi z książki Saturnina Sobola: „Tajemnice rodów arystokratycznych”, wydanej w 2004 r. przez oficynę Publicat. Książę Marcin jest dość „gęsto zapisany” w literaturze konfederacji barskiej.

Urodziwy, wykształcony i inteligentny mężczyzna, wielki magnat i najmłodszy generał Rzeczypospolitej. Dezerter i zdrajca skazany na wieloletnie więzienie. Konfederat barski cieszący się łaskami króla, przeciw któremu występował. Awanturnik, hulaka, przegrywający w karty pałace i włości, uwodziciel pięknych kobiet i miłośnik teatru. Na koniec żydowski hetman i życiowy bankrut1.

Jak każdy młodzieniec możnego rodu, książę pobierał edukację w krajach Europy Zachodniej. Szczególny to był „uniwersytet” – pobyt księcia Marcina obfitował w pijatyki, hulanki, hazardowe gry w karty. Postawny i urodziwy młodzian nie stronił i od płci pięknej, za nic mając kanony obyczajowości. Taki tryb życia wymagał pieniędzy – póki ich starczało: hulaj dusza! – a gdy zabrakło, to już samo nazwisko książęcia otwierało kiesy bankierów. Sielanka trwała do kresu wytrzymałości ojca księcia Marcina. Rosnące w szybkim tempie długi sprawiły, że w trybie przymusu ściągnięto hulakę i utracjusza do kraju.

Książę Marcin idąc za wolą ojca, wstąpił jako ochotnik do wojska pruskiego; zaraz na początku nowego zawodu odznaczył się walecznością i uzyskał w krótkim czasie stopień generała majora i dowództwo regimentu kawaleryi. Wiadomość o powodzeniu i zaszczytnych postępkach syna mocno uradowała księcia miecznika [ojca ks. Marcina – przypis mój M.K.]; nie żałował kosztów które pociągała zagraniczna służba2 [...]
Nieco wcześniej, siedemnastoletniemu podówczas księciu Marcinowi, zapobiegliwy ojciec kupił dowództwo pułku koronnego w Kamieńcu Podolskim. W owym czasach szarże i urzędy kupowano - nie inaczej zapewne było i w armii pruskiej. Treść Przygód księcia Marcina, opisująca ten epizod życia magnata, a jeszcze bardziej jej patos rodzi odczucie, jakby ich autor „wisiał u klamki” Lubomirskich.
Brał udział w kilku bitwach na terenie Śląska i Czech. Zwerbował własnym kosztem dwa regimenty konne, ale gdy nad żadnym z nich nie otrzymał dowództwa ani zwrotu wydatkowanych sum, z kilkunastu dawnymi towarzyszami uszedł 31 V 1759 na teren Polski. Zatrzymał sie w Kamieniu pod Częstochową, dobrach stryja Franciszka. Tu powiększył swój oddział do 35 osób i ofiarował swe usługi dowódcy wojsk rosyjskich stojących w Kaliszu. Zabierał przeznaczone dla Prusaków transporty i odsyłał Rosjanom, zatrzymując z tego ok. 20% na potrzeby swego oddziału. Nie obyło się oczywiście i bez gwałtów popełnianych na własną rękę przez podwładnych3.

I znów książę miecznik musiał skarcić syna. W wyniku jego starań, wojska królewskie otoczyły i ujęły rabusiów. 18-26 X 1759 odbył się sąd – wyrok był surowy: pozbawiono księcia Marcina wszelkich funkcji i stopni wojskowych, skazano na dożywotnie więzienie (4 sędziów głosowało za karą śmierci). Ojciec księcia Marcina wyjednał jednak łagodniejszy wyrok 15 lat twierdzy. Początkowo więzieniem był Białystok, ale znów zadziałała ręka ojca – dla zatarcia pamięci umieszczono skazanego w więzieniu austriackim.

Wpierw był Munkacz na Węgrzech, potem twierdza na budapeszteńskiej Górze Gellerta ze wspaniałym widokiem na Dunaj i miasto. No cóż – kara, jeśli wierzyć Władysławowi Chomętowskiemu, nie była zbyt przykra, a pobyt w więzieniu zaowocował nawet małżeństwem (5 czerwca 1765 r.) z córką komendanta twierdzy Andreasa Hadika, Anną Marią4. Swój ślub książę Marcin „ozdobił” podstępem – naciągnął księcia Karola Radziwiłła „Panie Kochanku” – pożyczył odeń 1700 dukatów, karetę z końmi, ordery wysadzane drogimi kamieniami dla uświetnienia ślubnego stroju. Nie oddał – wysłał mu liścik z podziękowaniem za bogate ślubne dary (!). A tak na marginesie: Hadykówka w gminie Cmolas, położona przy drodze Rzeszów-Radom, to wieś założona w 1770 r. przez księcia Marcina na cześć swojej żony.

Trudno powiedzieć, co kierowało księciem w przystąpieniu do konfederacji barskiej. Tu można snuć tylko domniemania: więzienie i wynikająca zeń awersja do władzy, może awanturnicza żyłka, a może i ambicja, że nie może zabraknąć w tym patriotycznym zrywie Lubomirskiego? W każdym razie na wieść o powstaniu konfederacji, przybył do Kolbuszowej – ta stała się jego bazą.
Na rzecz konfederacji oddał cały arsenał kolbuszowski, 30 armat, kapelę, a ponadto gromadził sprzęt wojenny, powiększył milicję nadworną. Na to wszystko łożył krociowe sumy, zaciągnął pożyczki, zastawił klejnoty żony, a równocześnie łupił dobra swej bliższej i dalszej rodziny5.

W początkach lipca 1768 r. książę Marcin pojawił się Nowym Sączu. Gdy wojska królewskie 9 lipca zbliżały się do miasta, sądecki zamek spłonął. Do dziś nie wiadomo, czy został przez konfederatów podpalony, bo nadchodził wróg, czy też spłonął wskutek nieostrożności kucharzy smażących ryby. Chyba to pierwsze – bo jakoś sobota nie kojarzy się z rybą. Chyba że z datą coś nie tak. Źródła datują pobyt księcia Lubomirskiego w Nowym Sączu do 9 lipca. Natomiast Konopczyński podaje, że 12 lipca książę Marcin wyrusza z Łańcuta w sukurs Krakowowi. Z drugiej jednak strony pokonanie drogi z Sącza do Łańcuta, a później do Krakowa w trzy dni konno, to fraszka, więc może nic tu nie zgrzyta?
W Silva rerum potwierdza się ta data:
Dnia 12 lipca jaśnie oświecony książę Marcin Lubomirski z swoją dywizyą wojska, którego liczy na pięć tysięcy, do Krakowa przybył o godzinie 11 przed północą i swym przyjściem cały Kraków i konfederatów tamże się znajdujących uweselił 6.

Fetę Krakowian niech zobrazuje poniższy, współczesny wydarzeniom wiersz:

Zacny książę Marcinie, w ślad swego patrona
Wstępujesz, kompasyja jest w tobie wrodzona*.
Nad obdartą ojczyzną masz politowanie,
Swoich dóbr nie połowy, ale całych za nię
Odstępujesz, i dla niej azardujesz życie,
Ufasz, że ci nadgrodzi za to Bóg sowicie.
Co Czarnecki oczernił, to chcesz jasnym stawić,
Gdzie inni źle czynili, tam ty chcesz naprawić.
Idź za pomocą Boską, przezacny Marcinie,
Kalwinów, lutrów, Moskwę zabijaj jak świnie
7.

* Wedle legendy św. Marcin z Tours (316 lub 317-397) odciął mieczem pół płaszcza dla żebraka.


Jeśli wierzyć przekazom, przybycie księcia Marcina zakrapiano alkoholem przez 7 dni. Czarnockiemu, marszałkowi krakowskiemu, który mawiał: Hej, podczaszy, nalej wina, póki starczy Secymina, przybył dobry kompan. A że rola i czyny księcia Marcina nie były takie świetlane, więc może dla przeciwwagi przytoczymy i ten fragment:

Gdy zważam te osoby, co się obruszyli
I konfederacyję w Krakowskiem zrobili
Nie ma żadnego, aby dobre zdanie mieli,
Lecz dla własnej prywaty ten interes wszczęli.
Potocki, wojewodzic wołyński, dość młody,
Zysku szuka, bo szczupłe z intrat ma dochody.
Czarnocki zaś zuchwały, zwyczajnie hulaka,
Najezdnik i fantasta, dobry hajdamaka.
Marcin zaś Lubomirski rozbojem się bawił,
Wątpię, by więc i teraz co dobrego sprawił.
W całym kraju pieniądze, furaże zbierają,
Więcej jest rejmentarzów, niźli wojska mają.
Kłócą się między sobą, chodząc partyjami,
Niszczą wsie, miasta, dwory kontrybucyjami.
Podobnie wszystko czynią tak jak w Ukrainie
Głośna konfederatów barskich czynność słynie
8.

Podobno książę bardziej łupił niż walczył – twierdzi Wacław Mejbaum (O tron Stanisława Augusta), historyk nieprzyjazny Lubomirskiemu.

Nadeszły wieści, że pod Kraków przybywają Rosjanie pod Apraksinem – nasz książę wychodzi z grodu, by, jak powiada, „czynić dywersję”: 18 lipca [1768] tysiąc Polaków otoczyło na płaskim polu pod Promnikiem 200 Moskali i już źle było z najeźdźcami, już zaczynali wołać „pardon”, kiedy z Czyżyn nadbiegły posiłki i Polacy, depcząc własną piechotę, wycofali się za mury. Podobna potyczka miała miejsce 23 lipca [1768] między Wesołą i Piaskami. Wnet potem dokonało się osaczenie miasta, Suchotin stanął od strony Zatora, Prozorowski nadszedł ku Wieliczce, a Igelström rozłożył się kwaterą między Wolą i Bielanami. 26 lipca [1768] Prozorowski zajmuje ważne wzgórze Krzemionek, uprzedzając w tym zbyt późno orientujących się konfederatów. Zdenerwowanie ogarniało mieszczan, tymczasem ani książę „feldmarszałek”, ani podskarbi [Książę Marcin i Teodor Wessel – przypis mój M.K.] nie szli z pomocą9.

Coś z tą dywersją nie tak! Upłynęło kilka dni, „dywersja” zakończyła się sromotną klęską pod Makowem:

Dowiedziano się wreszcie smutnej prawdy: oto gdy Lubomirski szedł do Lanckorony na spotkanie z 200 konfederatów ciągnących z Wadowic, w trop za nim ruszył prosty kpt. Gendre z 200 żołnierzami i jedną armatą i ścigał go energicznie, aż 28 lipca [1768] rozbił go z kretesem samą konnicą pod Makowem, pędził przez pięć potoków i wtłoczył resztki w Beskidy. Daremnie odstrzeliwało się nie wyćwiczone wojsko – straciło 200 poległych i 140 jeńców, a tymczasem pierwszy uciekinier ks. Marcin krył się gdzieś po lasach. On sam potem tłumaczy swą klęskę w sposób zgoła nieżołnierski: „że go niespodziewanym przypadkiem i nadnaturalną zajadłością... w rannych godzinach” napadła Moskwa „w daleko większej liczbie”, on więc „od ludzi opuszczony” salwować się musiał. Trudno o większe łgarstwo. Korpus kolbuszowski przestał istnieć, jego wódz powinien był zniknąć jako wódz. Na wiadomość o tej porażce rzucili się do odwrotu Wieluniacy, ciągnący od Częstochowy w liczbie 800 koni; raz skrzyżowawszy broń pod Żywcem z tym samym Gendrem, rozeszli się, kto kędy umiał, do domów10.

Długo pamiętano księciu Marcinowi, że opuścił Kraków w potrzebie podczas oblężenia. Mawiano, że rosyjski dowódca Apraksin zapłacił mu 12 tysięcy dukatów za opuszczenie miasta, więc dlatego tak chyżo umknął z pieniędzmi i kilkunastoma ludźmi zaraz na początku bitwy. Pamiętano mu także te „prezenty ślubne”. Książę uchodzi w Karpaty – nie zaprzestał łupieskiego rzemiosła i dalej napadał na gościńcach. Łupy zwoził do żony do Kurimy – tuż za granicą polską, na południe od Barwinka.

Kraków padł, Bronickiemu udało się ujść wrogowi, ale niewiele już zdziałał, Czarnocki i Potocki dostali się do rosyjskiej niewoli, podpisali reces (odstąpienie). Lubomirski w swoich manifestach potępia recesantów, ma pretensje do całego świata za swe niepowodzenia.
I tu kończy się pierwszy rozdział „konfederackiej rajzy” Księcia Łotrzyka.

Opracowanie: Marian Kozłowski (mar-k)


Bibliografia:
1 Saturnin Sobol, Tajemnice polskich rodów arystokratycznych, Wyd. Publicat MMIV, s. 117.
2 Wł. Chomętowski, Przygody księcia Marcina Lubomirskiego według autentycznych źródeł, W-wa 1888, s. 13.
3 Polski Słownik Biograficzny, hasło: Lubomirski Jerzy Marcin h. Szreniawa, s. 35.
4 Anna Maria z Hadików, przebywała po rozwodzie w Warszawie, następnie w Kolbuszowej, którą opuściła po ślubie córki Łucji Franciszki z Jerzym Tyszkiewiczem (1792 r.), przenosząc się do Tarnowa. Tu zmarła między 1803 a 1806 r. jako rezydentka Sanguszków. Jej grobowiec (z nieczytelnym już epitafium) znajduje się na starym cmentarzu w Tarnowie.
5 Polski Słownik Biograficzny, s.35
6 Literatura konfederacji barskiej. Silva rerum, Wyd. DiG, W-wa 2009, s, 66.
7 Literatura konfederacji barskiej. Wiersze, Wyd. DiG, W-wa 2008, s. 428.
8 Literatura konfederacji barskiej. Dramaty, Wyd. DiG, W-wa 2005, s. 355.
9 Wł. Konopczyński, Konfederacja barska, Wyd. Volumen, W-wa 1991, s. 80.
10 Wł. Konopczyński, Konfederacja barska, s. 80-81.


Ostatnia aktualizacja:
   25-11-2015 22:59:06

do strony z postaciami Konfederacji Barskiej
do strony głównej Konfederacji Barskiej

stat4u