A kiedyś łopotał tu sztandar konfederatów barskich...

Śladami Konfederacji Barskiej w regionie

Obóz Konfederatów barskich pod Grabiem


Poniższy artykuł pierwotnie ukazał się w Almanachu Karpackim „Płaj” nr 53/2017 (wiosna),
wydawanym przez Towarzystwo Karpackie. Opublikowano za zgodą Redakcji oraz Autora.

Bardzo często obraz Konfederatów barskich jest idealizowany. Chcielibyśmy ich widzieć jako niezłomnych rycerzy tkwiących w swoich okopach, pod błękitnym karpackim niebem, na straży wolnej Ojczyzny. Poniższe opracowanie przybliża nam kolejną na wschód po obozie pod Konieczną redutę. Lecz, zarówno jego układ obronny jak i historia każą nam spojrzeć w nieco inny sposób na niektóre aspekty funkcjonowania tego Ruchu. Niestety nie zawsze obraz ten odpowiada naszemu o nim wyobrażeniu.

Powstanie obozu

Najsprawniej tworzenie redut na granicy węgierskiej realizował Książę Marcin Lubomirski. Ze wszystkich marszałków konfederackich, ze względu na miejsce zamieszkania w węgierskiej Kurymie, jak i koligacje rodzinne z generałem Andreasem Hadikiem von Futak, miał najlepszą pozycję na terenie górnych Węgier. Zapewne na wieści o wybuchu Wojny wschodniej i powodzeniu misji Krasińskiego w Wersalu, dostrzegł kolejną szansę dla swojej wojskowej kariery. W Kraju, ponownie pojawia się pod koniec września 1768 roku, w Gorlicach. Tu swoimi uniwersałami wzywał wszystkich wszem i wobec, aby ofiarowywali zapasy dla jego wojska1.

Działalność rekwizycyjna oddziałów Lubomirskiego była dość uciążliwa. Dowodzone przez Bojaneckiego i Rudzkiego, nocą przekradały się przez granicę i rekwirowały furaż i pieniądze. Nie stroniły również od napadów na karawany kupieckie zmierzające szlakami węgierskimi przez Karpaty. Skargi na tą działalność do dworu Wiedeńskiego doprowadziły do postawienia księciu ultimatum wydalenia z Cesarstwa, jeżeli nie zaprzestanie tych praktyk2.

Jego konfederacka działalność w miejscowości w której mieszkał, była obserwowana przez Austriaków już od początku 1769 roku. Urząd w Humennem przekazywał do Preszowa informacje o tym, co się tam dzieje. Nie bez znaczenia był fakt, że Lubomirski był w sporze z zastępcą przewodniczącego tego urzędu Franciszkiem Vajnarowcsem3.

Wraz z pierwszymi roztopami zaczął budowanie obozów w Łupkowie, Barwinku i Koniecznej. Lecz jako swoje główne karpackie gniazdo obrał szaniec zlokalizowany niedaleko wsi Grab. Trudno dociec dlaczego. Może dlatego, że było stamtąd najbliżej do Kurymy. W połowie marca pojawił się tam Rudzki. Napadł na posterunek i zagarnął 10 koni oraz 2 ludzi w mundurach ułańskich z pełnym oporządzeniem. Zrabował również wszelkie przydatne ruchomości jakie znalazł w zabudowaniach.
Możemy więc przyjąć, że obóz powstał na przełomie marca i kwietnia 1769 roku.

Kłótnie marszałków

Wypowiedzenie przez Turcję wojny Rosji (25 września 1768 r.) spowodowało korzystne okoliczności konfederatom. Biskup Adam Krasiński, główny kreator polityki konfederackiej, przebywał wtedy z misją w Paryżu. Nagle drzwi francuskich gabinetów stanęły otworem. Efektem było zadeklarowanie pomocy w wysokości 400 tys. liwrów. W zamian za te fundusze, konfederaci mieli między innymi utworzyć Generalność – ciało, które miało być reprezentantem całej Rzeczypospolitej.

Aby sprostać wersalskim zobowiązaniom i otrzymać przyrzeczone wsparcie, trzeba było wykonać ogromną pracę organizacyjną. Mógł tego dokonać tylko odpowiedni dowódca, wybór padł na Bierzyńskiego. Założeniem planu było połączenie się marszałków i ich regimentarzy w jedno ciało i wybór spośród nich generalnego regimentarza konfederacji.

Plan ten posiadał jednak wielką słabość. Twórcy zakładali (chyba naiwnie), że tak zwani marszałkowie starzy, czyli obrani przed sierpniem 1768 roku, porozumieją się z nowymi. Z tej perspektywy największym problemem wydawał się być książę Jerzy Marcin Lubomirski i jego stronnicy. W owym czasie książę posiadał znacznie wyższą pozycję od Bierzyńskiego. Z posiadanych godności rezygnować nie zamierzał i na wydawanych dokumentach tytułował się „Generalnym Regimentarzem województw małopolskiego, sandomierskiego i ruskiego, pierwszym konsyliarzem i feldmarszałkiem”. Mało tego – odgrażał się, że będzie dowodził swymi oddziałami samodzielnie, niezależnie od nowych marszałków, a oni sami jemu podlegać będą. Jednocześnie porozsyłał do wszystkich urzędników sanockich listy, w których prosił, aby wybrali go marszałkiem. Obiecywał, że dostanie od Austriaków regiment huzarów, a Hadik w kilka tysięcy wojska ruszy do Mołdawii, barskim na pomoc4.

23 marca w Pilźnie, Bierzyński doprowadził do ogłoszenia Adama Parysa marszałkiem województwa sandomierskiego5. A ten, zaraz po tym ogłosił podporządkowanie się Lubomirskiemu6.

18 IV 1769 roku Marszałkowie skupieni w grupie gabułtowskiej połączyli się w Muszynce, w jedno Ogniwo, dzieląc między siebie godności. Niestety w Małopolsce powstała bardzo skomplikowana politycznie sytuacja, ponieważ województwa krakowskie i sandomierskie oraz Ziemia Sanocka miały podwójną obsadę marszałkowską. Poszczególne oddziały „nowych” i „starych” marszałków uganiały się po Kraju prześcigając się w wybieraniu podatków i furaży. Doskonałym przykładem była Lubocza. W terminie zapłaty kwarty zjawił się Bierzyński, który wybrał całą sumę oraz dodatkowo sporą ilość różnych produktów. Potem zjawił się Rudzki z komendy Lubomirskiego i pobrał taką samą sumę co poprzednik, a dodatkowo stado koni7. Konflikt był nieunikniony.

Nieświadomy Pułaski

W tych rozgrywkach pojawia się jednak kolejna postać, chyba najjaśniejsza w szeregach konfederackich – Kazimierz Pułaski.

Już w styczniu 1769 roku wzywa go Lubomirski do stawienia się pod jego rozkazy, w umówionym miejscu przy granicy węgierskiej8. Wreszcie 3 kwietnia 1769 dotarł Pan Kazimierz do Radoszyc. Siły jego oddziału były bardzo skromne skoro nie decyduje się na zaatakowanie 150 kozaków dońskich przebywających w okolicy. Oddziały Pułaskiego poruszały się bardzo ostrożnie. Jeden z nich, dowodzony przez Łubieńskiego, 6 kwietnia 1769 r. dotarł pod Grab. Żołnierze rozłożyli się na stokach Czeremchy i ruszyli do wsi. W karczmie wypili gorzałkę nie płacąc i pobili Żyda, zrabowali pieniądze i wywołali wiele burd.

W tym czasie dołączyło do nich 100 rekrutów przysłanych przez księcia Lubomirskiego z Kurymy9.

Do spotkania samego Pułaskiego z księciem doszło nazajutrz, 7 kwietnia 1769 r. w obozie pod Grabiem. Pułaski otrzymał od Lubomirskiego regimentarstwo krakowsko-sanockie, a od Parysa sandomierskie10.

Z energią zabrał się do pracy rozsyłając oddziały w teren w celu wybierania podatków i rekrutowania nowych żołnierzy. Grupa gabułtowska musiała jak najszybciej unieszkodliwić księcia Marcina. Najpierw Bierzyński 25 kwietnia 1769 roku kieruje pismo do Kanclerza Kaunitz’a, aby doprowadził do aresztowania Lubomirskiego w Kurymie. Jednocześnie inni marszałkowe nakazują swoim komendom znosić jego oddziały11.

Sam Bierzyński rusza w ostatnich dniach kwietnia z Muszynki, aby w sądach grodzkich Biecza, Tarnowa i Dukli wnieść stosowne dokumenty do ksiąg grodzkich. Potwierdzeniem jego władzy nad tą częścią Małopolski miało być również podporządkowanie sobie wszystkich działających na tym terenie oddziałów, a więc Pułaskiego również12.

Niestety nie udało się uniknąć bratobójczych starć. 3 maja marszałek łomżyński ma ranną rękę i wspomina o „tragedii z komendą imp. Bierzyńskiego w Iwoniczu”13. W ten to tragiczny sposób dociera do niego złożoność sytuacji, w którą się wplątał przyjmując konfederackie tytuły z rąk Lubomirskiego.

Wiedząc o zbliżaniu się swojego brata, ciągnącego z wojskiem do Kraju, postanawia się z nim połączyć. Około 5 maja odsyła otrzymane od księcia zaciągi wraz z dobrą radą, aby nie stać w Grabiu14. Z własnymi oddziałami rusza dwoma drogami, na Brzozów – Lesko i Dynów – Dobromil do Turki, gdzie jak przypuszczał może dojść do spotkania. I rzeczywiście około 13 maja dochodzi do tego w Samborze15. Dalej już razem puszczają się w brzemienny w skutkach litewski rajd.

Bierzyński górą

Bierzyński tymczasem realizował swoje cele. W drodze z Tarnowa do Dukli, koło Pilzna naszedł rotmistrza Bojaneckiego wybierającego podatki. Nie zdzierżył tego afrontu i rozbił go do szczętu pod Strzegocicami16. Ci którzy uciekli, ruszyli na południe w kierunku Grabia. W obozie narastała panika. Książę, wysyła 9 maja swojego oficera Kazimierza Jordana próbując zawrócić Pana Kazimierza z drogi, wzywając go na pomoc przed zbliżającym się Bierzyńskim17. Ten jednak wracać nie zamierzał. Na domiar złego, około 5 maja wyszedł z Bardejowa od majora Baranija rozkaz, zakazujący wpuszczania do Polski jakichkolwiek furaży dla obozów Lubomirskiego i Parysa.

Przywódca gabułtowski postanowił jednak dokończyć dzieła. 10 maja uderza na obóz pod Grabiem, gdzie załoga stawiła znikomy opór. Agresor zagarnął około 80 żołnierzy piechoty i 2 armaty. Pozostali, czyli 10 oficerów, 12 towarzyszy, 1 trębacz, 2 kaprali i 4 pocztowych schroniło się za węgierską granicą18. Lubomirski utracił również kasę obozową i archiwum19. Nie dla wszystkich żołnierzy księcia była to klęska. Z obozowego aresztu uwolniono rotmistrza Stanisława Rudzkiego łowczego bydgoskiego20.

Książę Marcin poddawać się nie zamierzał. W swej węgierskiej kwaterze dalej rekrutował, ćwiczył ochotników i gromadził zapasy. W tych wojskowych robotach pomagał mu francuski oficer Du Hamel. Szybko też wrócił pod Grab z nową załogą, która z dnia na dzień rosła w siłę. Miał już wtedy nowy cel - zdobyć Lwów.

Początkiem lipca 1769 roku miał pod bronią 650 jazdy i 50 żołnierzy piechoty oraz 10 dział21. 12 lipca wraz z Parysem był już pod Leskiem, a 16 pod Ustrzykami doszło do spotkania z Filipem Radzimińskim. Po dołączeniu tego ostatniego, siły w dyspozycji księcia Marcina wzrosły do około 1000 żołnierzy22. 26 lipca uderzył na miasto, ale komendant Korytowski, wspomagany Rosjanami, dał jednak mocny odpór i Lwów się obronił. W między czasie nadszedł pułk. Rönne i rozbił Lubomirskiego pod Rzemieniem23. To był kres jego konfederackiej kariery. Pod Grab miał już nie powrócić.

Pułaski górą

Po tych wydarzeniach pod Grabiem, na pewien czas zapanował spokój. Za Pułaskimi na Litwę pociągnął i Bierzyński. Trudno było jednak po majowych wydarzeniach oczekiwać dobrej współpracy. Każdy walczył na swoją rękę, więc i skutek był do przewidzenia.

Franciszek Pułaski ginie pod Łomazami, Bierzyński rozbity z kretesem ledwo uchodzi z życiem, choć przez pewien czas wieści krążą o jego tam śmierci24. Podobnie Kazimierz Pułaski ledwo ocalał z bitwy pod Włodawą. Obydwaj ciągnęli na południe do bezpiecznego pogranicza. Dla imć. Pana sieradzkiego miało się ono jednak okazać niedostępnym.

Jeszcze 5 maja 1769 roku, a więc kilka dni po wymarszu Bierzyńskiego na Litwę, marszałkowie ogniwa gabułtowskiego spod Muszynki wydali przeciw niemu srogi manifest. Była to reakcja na ostentacyjną uzurpację władzy. Wyniosłość swoją dawał odczuć podpisując się pod uniwersałami: Józef na Bierzynie Bierzyński, podstoli nowogrodzki, prześwietnej Konfederacji województwa sieradzkiego wojska koronnego związkowy marszałek, generalny nad wojskiem sprzymierzonych województw, księstw i ziem złączonych regimentarz.

Ferment w Gabułtowie był olbrzymi. Zgromadzeni tam marszałkowie rozbili magazyny Bierzyńskiego, zgromadzone zaopatrzenie podzielili między siebie, a pokwitowania odesłali Wesslowi, jego protektorowi. Wracać więc tam nie miał po co. Pod Zamościem kurował się do sierpnia. Ale dopiero we wrześniu zgromadził swoje oddziały w Kobylance.

Mniej więcej w tym samym czasie Kazimierz Pułaski dotarł w bezpieczne Karpaty. Ocalałe trzy chorągwie przyprowadził do Grabia, który to obóz obrał za swoją główną siedzibę. W tym samym czasie Józef Miączyński przejął obóz pod Konieczną. Wobec tych faktów, te dwa obozy stały się głównymi obozami konfederacji w Karpatach.

Pułaski gruntował również swoje wpływy poprzez wprowadzane do godności konfederackich swoich podwładnych. Doskonałym przykładem był Filip Radzimiński. Dzięki osobistemu wstawiennictwu marszałka łomżyńskiego, 13 września, po złożeniu przysięgi konfederackiej, obrany został przez szlachtę marszałkiem Ziemi sanockiej. Pułaski wykorzystał vacat na tym miejscu powstały po obraniu Ignacego Potockiego, stronnika Bierzyńskiego, na marszałka Generału ruskiego, który w tej sytuacji z marszałkowstwa sanockiego ustąpić musiał25.

Po ostatnich klęskach, brak środków na wszystko doprowadził do skrajnego ubóstwa oddziały. Z tych właśnie przyczyn, 24 października 1770 roku rozpoczęto finansowanie tych dwóch obozów z głównej kasy konfederackiej. Niewątpliwie była to decyzja Generalności, choć formalne miała zostać utworzona dopiero za tydzień.

Liczebność załóg tych dwóch obozów była podobna i wynosiła po ok. 300 żołnierzy. Przy czym należy pamiętać, że dotyczyło to tylko pieszych. Oddziały konne, chociaż niejednokrotnie przebywające dłuższy czas w obozach, takiego wsparcia nie otrzymywały26.

Bierzyński również powiększał swoją kobylańską załogę, gra toczyła się o przyszłe przywództwo nad konfederackimi oddziałami pod skrzydłami mającej lada chwila powstać Generalności. Pułaski jednak okazał się sprawniejszy, 20 października 1769 roku przyłącza do siebie oddział swego niedawnego podkomendnego, prawą rękę Księcia Marcina, Bojaneckiego. Również w październiku 1769 roku na oczy przejrzał Radziwiłł, widząc najwyraźniej do czego zmierza postępowanie Bierzyńskiego. Rozkazał więc dowódcy swej milicji łączyć się z Pułaskim. Szyc wraz z oddziałem i armatami w połowie tego miesiąca przybył do Żmigrodu. Tutaj doszło do porozumienia i wraz z oddziałem przeniósł się pod Grab27.

Szyc musiał czuć się mocno skołowany, jeszcze 14 października 1769 r. w marszu pod Gładyszowem otrzymuje rozkaz, aby łączył się z Bierzyńskim pod Muszynką. Powodem było zabezpieczenie milicji przed, ponoć zmierzającymi na Żmigród wojskami Rosyjskimi28.

Świadczyć to może o niestabilności uczuć Radziwiłła lub o bardzo dużych wpływach Bierzyńskiego. Tak czy inaczej milicja radziwiłłowska była w tym czasie bardzo tłustym kąskiem. Przejęcie jej przez Pułaskiego dawało mu sporą przewagę nad konkurentem. Te wszystkie starania pozwoliły marszałkowi łomżyńskiemu zgromadzić pod swoją komendą około 1000 ludzi29.

Wraz z nastaniem nowego roku 1770, Pułaski zaczął podejmować aktywne działania przeciw wojskom rosyjskim. Wypełniał w ten sposób instrukcje otrzymane niedawno od Generalności. W tym właśnie celu, w pierwszych dniach stycznia wraz ze Sławuszewskim puścił się w rajd pod Jarosław. Po powrocie okazało się, że jego siedzibę pod Grabiem rozbili Rosjanie. Zdobyli obóz i zniszczyli znajdujące się tam magazyny, niszcząc zgromadzone na zimę zapasy, po czym odeszli pod Żmigród.

13 stycznia 1770 marszałek łomżyński postanowił na nich uderzyć. Do tej akcji uzyskał od Miączyńskiego wsparcie w postaci oddziału Szyca, stojącego wtedy pod Konieczną. Niestety nie docenili siły agresora. Po krótkiej walce Rosjanie zmusili Pana Kazimierza do ucieczki pod Grab. Tutaj opór Polaków był już znacznie większy. Walka trwała trzy godziny. Po czym konfederaci zostali zepchnięci za granicę. Wojsko rosyjskie przekroczyło granicę kontynuując walkę na polach Poljanki30.

Skutki tego ataku dla konfederatów były opłakane, 30 z nich poległo, Rosjanie również ponieśli dotkliwe straty. Niestety ciężko ranny w rękę został Pułaski. Rana była dotkliwa, bo jeszcze 20 lutego nie był w stanie pisać. Dla generalności urósł do miana bohatera, który przelał krew za ojczyznę. 26 stycznia uchwalono w Preszowie sancitum oddające marszałkowi łomżyńskiemu sprawiedliwość, kasując tym samym wszelkie wcześniejsze dokumenty oczerniające go.

W pościgu za Polakami Rosjanie pozostawili dowody naruszenia austriackiej granicy. Na polach Poljanki padły trzy konie. Widoczne były również liczne ślady krwi rannych w walce. Konfederaci wystosowali skargę do Bardejowa. Oprócz dowodów, o zajściu mieli również zaświadczyć zacni obywatele tej węgierskiej wsi. Poproszono również zwierzchność Kordonu granicznego o zgodę na przejście oddziału z uzbrojeniem przez teren Cesarstwa do Koniecznej. I tak zapewne się stało, rannych odwieziono pod opiekę medyków do Zborowa, a reszta prowadzona przez Pułaskiego przeniosła się do obozu Miączyńskiego31.

Te wydarzenia miały również konsekwencje polityczne. Obóz pod Grabiem był Głównym obozem konfederackim w Karpatach. Wraz z przeniesieniem się marszałka łomżyńskiego pod Konieczną, to ten obóz uzyskał taki status. Choć nie na długo, ponieważ już w marcu Pułaski zmienił swoją siedzibę na Izby i pod Grab miał już nie powrócić.

Dwie Czeremchy i jeden Grab

Ten tak ważny fragment pogranicza pozostawał poza kontrolą konfederatów, a przynajmniej kontrola ta była mocno utrudniona. Zważywszy na to, że w tamtej okolicy znajdowały się dwie przełęcze, pod Ożenną i Ciechanią, przez które prowadziły szlaki kupieckie na Węgry, stan ten musiał ulec zmianie. Początkiem maja 1770 roku Miączyński przekazał dowództwo nad obozem pod Konieczną Przyłuskiemu, a sam przeniósł się pod Grab32.

W wielu opracowaniach można znaleźć informacje o przeniesieniu się Miączyńskiego do obozu pod wieś Czeremchę, na południe od Jaślisk. Moim zdaniem chodziło jednak o obóz pod Grabiem, którego ufortyfikowana reduta, jak wyniknie z dalszej części opracowania znajdowała się na stokach góry Czeremcha, niedaleko wsi Grab. W przywołanym źródle Generalność pisze (...) że gdy obóz JW. Bełzkiego przeniesiony pod Czeremchę (...), może to oznaczać zarówno wzniesienie jak i wieś. Jednak jak widać w przypisie nr 9 niniejszego opracowania, Czeremcha pada w kontekście wzniesienia niedaleko Grabia. Do tej pory jednak nie udało się dotrzeć do żadnego źródła jednoznacznie mówiącego o wsi Czeremsze. Mało tego, prowadzone przeze mnie kilkuletnie poszukiwania terenowe nie przyniosły żadnego dowodu na obecność tam konfederatów. Władysław Konopczyński w Kazimierzu Pułaskim s. 141 (...) z Miączyńskim, który tymczasem przeniósł swój obóz na wschód za przełęcz dukielską (...), przesądza, że chodzi o wieś co wydaje się nie mieć poparcia w źródle, na które się powołuje. Stąd mój wniosek, że chodziło o porzucony przez Pułaskiego obóz pod Grabiem. Te przenosiny oznaczały rozszerzenie na wschód wpływów marszałka bełzkiego. Generalność przyjęła tę decyzję z rezerwą, wskazując na trudności komunikacyjne.

Po lipcowo-sierpniowych bitwach pod Wysową i Konieczną, z Rosjanami, ciężar działań wojennych przesunął się dalej na północ za sprawą Dumouriez’owskiej koncepcji opanowania dorzecza górnej Wisły, opartej na kontrolowaniu tamtejszych twierdz33.

Marszałkowie wyruszyli na północ, Pułaski na Częstochowę, a Miączyński na Pieskową Skałę34. 22 września Generalność nakazuje formować w obozach oddziały, które mają zasilić Pułaskiego w twierdzy Częstochowskiej35. Obydwaj dowódcy dokładnie wykonali otrzymane rozkazy Generalności, opanowując wskazane twierdze36.

Na omawianą część Polski, aneksja przez Austrię we wrześniu 1770 roku Spisza, Sądecczyzny i Nowotarszczyzny praktycznie nie miała żadnego wpływu. Obozy konfederackie od Muszynki aż po Łupków funkcjonowały nadal. Konfederaci w pełni kontrolowali tą część pogranicza polsko-węgierskiego. Doskonałym przykładem jest opis podróży niejakiego De Kobera z Zamościa do węgierskiego Tulczyka pod Preszowem na początku czerwca 1771 roku. Schwytany przez konfederatów, został odstawiony do obozu w Grabiu, tutaj uwięziony stanął przed sądem w osobach dwóch marszałków Radzimińskiego i Przyłuskiego. Osądzony został uwięziony w obozie pod Muszynką37. Ten przypadek pokazuje, jak ważnym był ten obóz. Dowodzi również, że po odejściu Miączyńskiego dowództwo nad obozem przejął Radzimiński.

Jeszcze 17 lutego 1772 roku Generalność zezwala Karolowi Radziwiłłowi na rekrutowanie huzarów, strzelców i grenadierów w okolicach Żmigrodu, Izb, Koniecznej i dalej na wschód, a więc i zapewne Grabia38.

Jednak dni, zarówno konfederacji, jak i Polski, były już policzone. Zapewne podobnie jak pod Barwinkiem 14 maja 1772 roku, do obozu przybyli Austriacy i zażądali, aby konfederaci go opuścili. Konfederacja zaczęła się rozpadać. Niektórzy uciekali na Węgry, inni w głąb Polski. Byli i tacy, którzy stawiali opór agresorom. Jako jeden z ostatnich, 20 maja 1772, ze swoją dywizją pociągnął na północ w kierunku Jedlicz i Glinika - Rudnicki39.

Fortyfikacje obozu pod Grabiem

Losy konfederatów, którzy przeżyli, potoczyły się różnymi drogami. Jedni podzielili los syberyjskich zesłańców, inni pogodzeni z królem funkcjonowali nadal w armii, jeszcze inni wybrali emigrację, ale większość powróciła do domów. Opustoszały górskie szańce. Tamtejsza ludność stopniowo te miejsca przywracała rolnictwu. Tak z czasem znikły ślady po obozach, a następnie również pamięć o miejscach, w których się znajdowały.

Po wielu latach poszukiwań wreszcie nadszedł przełom. Odnalazłem pozostałości bastionu. Jednak nie w okolicach Grabia, ale na południe od Ożennej na wschodnich stokach Czeremchy (współrzędne N: 49o 24' 51,34" E: 21o 27' 56,66"). Tak właśnie, jak szczegółowo opisałem wcześniej, wyjaśniła się tajemnica dwóch Czeremch.

Odnaleziony bastion miał bardzo nietypową budowę. Podstawą jego konstrukcji była ława artyleryjska, niemal identyczna z tą jaką możemy zobaczyć na Jaworze pod Wysową. Jednak ściana zachodniego boku wykonana była jako okop o typowym profilu. Pozostałe dwie ściany, północna i wschodnia były otwarte a więc umocnione koszami wiklinowymi wypełnionymi ziemią. Dzieło to znajduje się w dobrze dostępnym terenie pokrytym widną buczyną. To umożliwiło wykonanie inwentaryzacji. Dalej na wschód odnalazłem pozostałości drugiego bastionu. Był on mniejszy od poprzedniego. Posiadał również dosyć nietypowa cechę w postaci tępo zakończonego czoła. Z powodu trudności terenowych inwentaryzacja okazała się niemożliwa. Znajduje się on na niewielkiej haliźnie, pokrytej starymi odpadami zrębowymi i wybujałym podszytem. Konieczne jest oczyszczenie tego miejsca.

Pozostałe elementy są słabo zachowane, ale widoczne. Da się zauważyć pozostałości kurtyn i niewielkiego redanu. Wykonanie inwentaryzacji bastionu zachodniego oraz pomiary pozostałych elementów umożliwiły wykonanie rekonstrukcji całości umocnień.

Front obronny fortyfikacji tworzyły dwa bastiony i redan umieszczony między nimi. Wszystkie elementy połączone były kurtynami tworzącymi kleszcze z dwuramiennikiem w punkcie centralnym i bastionami na końcach ramion.

Najważniejszym dziełem był bastion zachodni (A). Wykonany w formie zniwelowanej ławy artyleryjskiej. Przy czym zachodni bok osłonięto ścianą okopu, a pozostałe koszami wiklinowymi wypełnionymi ziemią. Taka konstrukcja wskazuje również sposób obrony. Dla ściany z okopem przewidziano sposób obrony z broni ręcznej. Pozostała część stanowiła przestrzeń dla artylerii. Biorąc pod uwagę pozostałe miejsce, mogły pomieścić się tam dwa działa.

Drugi bastion (B) ma typową konstrukcję i jest znacznie mniejszy od pierwszego. Jego wyróżniającą cechą jest dosyć tępo zakończone czoło. Wykazuje uderzające podobieństwo do bastionów z obozu pod Łupkowem40. Jego wielkość pozwalała na ustawienie jednego działa.

Obydwa bastiony połączono dwiema kurtynami (a i b) o narysie kleszczowym. W punkcie ich zbiegu, w połowie odległości między bastionami, umieszczono niewielki redan (C). Umożliwiał on flankowanie bastionów oraz obronę rowów w przypadku ich zdobycia.

Długość kurtyn to około 50 metrów, co stanowiło dystans skutecznego strzału z muszkietu. Obwód obrony zamykały jeszcze dwie kurtyny. Pierwsza (c) biegnąca od ściany zachodniej bastionu (A) do granicy. Druga (d) brała początek przy końcu ściany wschodniej bastionu (B) i biegła również w kierunku granicy. Dzieła te jednak się z nią nie łączyły. Powstałe w ten sposób przesmyki umożliwiały wjazd do reduty. Natomiast tył niejako został osłonięty przez austriacki okop graniczny. Powierzchnia jaka zajmowała cała reduta to 1,675 ha.

Takie rozmieszczenie dzieł fortyfikacyjnych, a w szczególności bastionu (A) mówi nam, że kierunek północny był tym, z którego obrońcy najbardziej obawiali się ataku. Był stamtąd skądinąd najdogodniejszy dojazd, poprzez północne stoki Czeremchy, jej szczyt i dalej wzdłuż granicy. Z tego zapewne powodu wzmocniono jego zachodnią ścianę i powiększono tak, aby pomieścił większą ilość dział. Różnica w konstrukcji tych dwóch dzieł świadczy o wtórnej przebudowie bastionu (A).

Pierwotnie fortyfikacja była symetryczna, podobnie jak łupkowska. Jednak w celu zwiększenia poziomu obrony z tego kierunku, poszerzono istniejący bastion. Bok lewy do kierunku obrony zachowano bez zmian, natomiast front i bok prawy uformowano w kształt ławy analogicznie jak w obozie pod Wysową41. Z powyższego możemy wnioskować, że stało się to po przejęciu obozu przez Miączyńskiego w maju 1770 roku. A fortyfikatorem, który to nadzorował był francuz De la Serre.

Obecność konfederatów w odnalezionej reducie została potwierdzona znaleziskami. Były to 3 monety, 2 wytopy ołowiane i sprzączka. Zaskoczeniem była ich niewielka liczba oraz zupełny brak kul. Stało to w sprzeczności z opisywanymi wydarzeniami. Przez obóz przewinęło się setki żołnierzy i odbyły się tu dwie bitwy. W obozie znajdowały się zabudowania z magazynami, aresztem i kancelarią. Biorąc pod uwagę rozmiary reduty odpowiedź była prosta, acz bardzo zaskakująca. Obóz musiał znajdować się gdzieś indziej.

Rozwiązanie zagadki przyszło dosyć szybko. Na dnie doliny, w widłach potoku Ryjak płynącego przez Ożenną i potoku spływającego z przełęczy Beskid (współrzędne N: 49o 25' 43,03'' E: 21o 27' 10,41''), znaleziono bardzo duże ilości monet, kul, złomu i wytopów ołowianych oraz sprzączki. Szczególnie duża ilość monet i kul wskazuje na to, że to właśnie tutaj toczyło się obozowe życie i to tutaj doszło do potyczek.

Trudno teraz stwierdzić jak wyglądał ten obóz. W terenie nie są widoczne żadne ślady po umocnieniach ziemnych. Jednak biorąc pod uwagę, że teren ten był chroniony głębokimi parowami potoków, wystarczyło wzmocnić te naturalne przeszkody zasiekami lub palisadą, aby miejsce stało się trudno dostępne. Wewnątrz znajdowały się wymienione wcześniej budynki. Pozostała przestrzeń zajęta była zapewne przez namioty.

Przy głębszej analizie mapy szybko dochodzimy do przekonania, że takie rozmieszczenie pozycji miało swój głęboki sens. Kluczem jest tu przebieg granicy. Wcina się ona klinem, którego wierzchołek sięga szczytu stoku, na którym był obóz. Umieszczenie reduty z artylerią na Czeremsze dawało panowanie nad dnem doliny, więc w przypadku ataku na obóz ogień dział mógł wesprzeć piechotę. Bliskość granicy dawała jednocześnie możliwość szybkiej ewakuacji żołnierzy na Węgry, jak i tej najcenniejszej dla konfederatów broni - dział.

W świetle powyższego, biorąc pod uwagę dwie stoczone tam bitwy, trudno wytłumaczyć brak śladów walki przy reducie. Można to wyjaśnić tylko tym, że obrońcy po ataku w wielkim pośpiechu opuszczali obóz i czym prędzej uciekali za granicę najkrótsza drogą. A przecież podjęcie walki w reducie dawało im znacznie większe szanse obrony. Niestety taki przebieg zdarzeń możemy wyjaśnić jedynie bardzo słabym poziomem dowodzenia.

To nie był jednak koniec konfederackiej łamigłówki. Na tak zwanej mapie Miega znalazłem dwa symbole, które mogły być umocnieniami z tamtego okresu.

Pierwszy podpisany był "Schantz", co mogło oznaczać znajdujący się tam okop. Leżał nad wsią Ciechania ok. 200 m od granicy, na szczycie kota-697,3 m n.p.m. Po analizie powierzchni terenu w Lidarze, w plątaninie umocnień z I i II wojny znalazłem jeden element, który do nich nie pasował. Był to pojedynczy bastion frontem zwrócony na północ. Był bardzo podobny do narysu bastionu (A) reduty na Czeremsze. Jego długości boków i kąt były z nim niemal identyczne co sugeruje wspólne autorstwo. Nie było tam jednak żadnych innych umocnień ziemnych, które można połączyć z tym bastionem. Również żadne źródła nie wspominają o istnieniu tam jakiejś reduty bądź obozu. Mógł to więc być jakiś niewielki posterunek, którego głównym elementem obrony był wymieniony bastion wzmocniony np. drewnianymi kurtynami, tak jak wykonano to pod Wysową.

Miejsce, w którym umieszczono tą pozycję, wydaje się kluczowe z punktu widzenia kontroli komunikacji z Cesarstwem austriackim. Otóż w tym czasie główny trakt łączący Duklę z węgierskimi miastami, którym ciągnęły kupieckie karawany, przebiegał przez Ciechanię a nie przez Grab i Ożenną. Umieszczenie tam takiego posterunku dawało pewność, że dochody do konfederackiej kasy z ceł będą napływać. Z drugiej strony dawał on możliwość obrony przed Rosjanami, których nadejście było najbardziej prawdopodobne od strony Dukli.

Drugi z nich przedstawiał prosty fragment okopu długości ok 50 m. Oddalony od granicy o około 80 m. Zlokalizowany po przeciwnej stronie doliny, w której leży Ciechania, z którą łączy się doliną niewielkiego potoku. Jest to grzbiet oddzielający tą wieś od Ożennej. Na Lidarze możemy zobaczyć podobny obiekt, jednak bardzo słabo zaznaczony.

Wyglądało to dosyć zagadkowo. Przebiegał równolegle do granicy a więc nie służył do kontroli biegnącej wzdłuż granicy drogi lokalnej. Frontem zwrócony był w kierunku szlaku węgierskiego, a więc bronił dostępu do granicy lub czegoś co tam się znajdowało.

Wszystko zaczęło się układać, kiedy stanąłem w tamtym miejscu. Jest to jedyny punkt, z którego widać wszystkie konfederackie elementy obrony: redutę na Czeremsze, Obóz między Grabiem a Ożenną i bastion nad Ciechanią. Najlepiej jest to widoczne w okresie spoczynkowym roślin. Należy dodać, że w czasach Konfederacji były to tereny uprawne. Wobec powyższego wytłumaczenie nasunęło się od razu - wieża sygnalizacyjna. Umożliwiała ona szybkie przekazywanie informacji między punktami obrony.

Biorąc pod uwagę konstrukcję bastionu nad Ciechanią można wnioskować, że rozbudowa systemu obrony, polegająca na wzmocnieniu bastionu (A) reduty na Czeremsze, wykonanie posterunku nad Ciechanią, oraz wieży komunikacyjnej z okopem, nastąpiło w maju 1770 roku, po przejęciu obozu przez Miączyńskiego. Natomiast bezpośrednie autorstwo tych zmian możemy przypisać francuskiemu oficerowi De la Serre, będącego w służbie marszałka bełskiego.

Ruch Miączyńskiego wydaje się bardzo dobry, ponieważ kontrola nad tą częścią granicy pozwalała ją uszczelnić na odcinku od Koniecznej aż do Barwinka, wszak teren na wschód od Ciechani był niemal zupełną pustką pokrytą lasem. Nie było więc mowy, aby przemknęły tędy niepostrzeżenie jakieś wozy kupieckie czy oddziały wojskowe.

Powyższy tekst pozwala spojrzeć nieco inaczej na obecność Konfederatów w pasie nadgranicznym. W przeciwieństwie do dotychczas znanych przypadków (Muszynka, Izby, Wysowa, Konieczna), gdzie ufortyfikowana reduta łączyła w sobie wszystkie funkcje militarne i socjalne, tutaj mamy do czynienia z podziałem tych funkcji. W tej logice Galicja na józefińskiej mapie topograficznej 1779-1783, Część opisowa. Kraków 2015, s 245, ufortyfikowana reduta była przeznaczona do wykorzystania jedynie w przypadku ataku nieprzyjaciela. Takie rozwiązanie było możliwe dzięki zastosowaniu wysuniętego posterunku i dobrej komunikacji między wszystkimi pozycjami obrony.

Odnaleziona reduta na Czeremsze została oznakowana krzyżem z inskrypcją. Znajduje się on przed bastionem (A), od strony majdanu. Najłatwiej dotrzeć do niego idąc od słupka granicznego nr 191/4, 80 m na północ. Pozycji bastionu nad Ciechanią oraz okopu nie podaję celowo, ponieważ znajdują się one w granicach Magurskiego Parku Narodowego, gdzie można się poruszać jedynie po wyznaczonych szlakach.

Wszystkie opisywane znaleziska zostały zdeponowane w Muzeum im. Leona Karcińskiego w Nowym Żmigrodzie, gdzie można je oglądać w izbie poświęconej Konfederacji barskiej.

tekst: Maciej Śliwa
fot. Maciej Śliwa, Marian Kozłowski, Dariusz Zając
grafika: Maciej Śliwa

-----------------------------------------

Bibliografia:

1 Morawski Sz., Materyały do Konfederacyi Barskiej r. 1767 - 1768, Lwów 185, ss. 245-352.
2 Zarzycki W., Książę Marcin Lubomirski 1738 – 1811, Warszawa 1998, s. 114.
3 Benkovská M., Barski Konfederati a Prešov, Nové Obzory 18, Prešov 1982, s.113.
4 Śliwa M., Tragiczne skutki marcowej awantury Bierzyńskiego, Almanach Muszyny 2015, s. 87-94.
5 Konopczyński W., Konfederacja Barska. Wybór tekstów. Uniwersał Adama Parysa województwa Sandomierskiego 23 marca 1769,     s. 40-42.
6 Prochaska A., Akta grodzkie i ziemskie z archiwum T. Z. Bernardyńskiego, t. XXIII, Lauda sejmikowe wiszeńskie, lwowskie, przemyskie    i sanockie. Lwów 1928, T 1, s. 582.
7 List Borzęckiego z 20.04.1769 r. BCz. Sygn. 2098, ss. 273-276.
8 Konopczyński W., Kazimierz Pułaski, Kraków 1931, s. 78-79. List K.P. do ks. M. Lubomirskiego, oświadcza o stawieniu się na odezwę ze    stycznia. Zaproszenie przekazał Maurycy Beniowski – Konfederacja T 1, s. 224.
9 Konopczyński W., Kazimierz Pułaski, Kraków 1931, s. 78-79. oraz przyp. nr 4.
10 Konopczyński W., Kazimierz Pułaski, Kraków 1931, s. 78-79. Konopczyński przypuszcza, że był to Barwinek, ale precyzyjnie naznacza     miejsce na s. 82 przyp. nr 2, w którym oficer Lubomirskiego – J. Nowak wspomina o obietnicach Pułaskich (Kazimierza i krewniaków)     7 kwietnia w Grabiu i powtórzonych 12 kwietnia w Żmigrodzie.
11 Wasylewski S., Sprawy ponure, Warszawa 1963, s. 60.
12 Pułaski K., Szkice i poszukiwania historyczne. Serya IV. Lwów 1909. List Bierzyńskiego do Wessla z 18 maja z Gabułtowa, s. 27
13 Konopczyński W., Kazimierz Pułaski, Kraków 1931, s. 82, przyp. nr 5.
14 Konopczyński W., Kazimierz Pułaski, Kraków 1931, s. 84. Było to po spotkaniu z Bierzyńskim w Kobylance więc musiał Pułaski wiedzieć     o planach rozbicia obozu w Grabiu.
15 Konopczyński W., Kazimierz Pułaski, Kraków 1931, s. 84, 85.
16 Konopczyński W., Kazimierz Pułaski, Kraków 1931. List Kazimierz Pułaskiego do Marcina Lubomirskiego z 7 maja 1769 r. s. 84, przyp. 1.
17 Konopczyński W., Kazimierz Pułaski, Kraków 1931, s. 84, 85 i przypis nr 1.
18 Pułaski K., Szkice i poszukiwania historyczne. Serya IV, Lwów 1909. List Morżkowskiego do Wessla z 12 maja. List Bierzyńskiego do     Wessla z 18 maj z Gabułtowa, s. 22-24 i 27. Wasylewski S., Sprawy ponure, Warszawa 1963, s. 61. Konopczyński W., Konfederacja     barska, T 1, s. 224. Zarzycki Wacław, Książę Marcin Lubomirski 1738 – 1811, Warszawa 1998. s. 114.
19 BOs. sygn. 553/II, ss. 90-92.
20 BOs. sygn. 566/II, s. 122.
21 Konopczyński W., Materjały do dziejów wojny konfederackiej 1768-1774, Kraków 1931, s 21.
22 Bajrasz K., Konfederaci barscy w Rzeszowie. Relacje Sebastiana Balawędroskiego z sierpnia 1769 r., 2013, s. 3.
23 Konopczyński W., Kazimierz Pułaski, Kraków 1931, s. 111.
24 Liczna korespondencja na ten temat BCz sygn. 941.
25 Prochaska A., Akta grodzkie i ziemskie z archiwum T. Z. Bernardyńskiego, t. XXIII, Lauda sejmikowe wiszeńskie, lwowskie, przemyskie     i sanockie, Lwów 1928, ss. 598–599.
26 Konopczyński W., Konfederacja barska, Warszawa 1991, T 2, s. 839 i przypis nr 165. Wyliczenie liczebności załogi na podstawie kwot     tam podanych oraz średniego żołdu rocznego, który wynosił ok. 300 złp. Trzeba pamiętać, że oddziały konne poruszające się po kraju     finansowały się „same” z rożnego rodzaju podatków, ceł czy łupów, załogi obozów takiej możliwości były pozbawione.
27 List Bolimowskiego z 21 października 1769 r. BCz sygn. 942IV, s. 429-431: … Donoszę prawdziwą wiadomość że obóz W. Bojaneckiego     złączony z obozem JW. Pułaskiego dnia wczorajszego ruszył się do Grabia… Milicja JO Xsięcia Radziwiłła Wojewody będąca w komendzie     JW. Bierzyńskiego odstąpiwszy przyszła na dniu onegdajszym z armatami do Żmigrodu To tak pewna rzecz jak Bóg Sprawiedliwy na Niebie     i Ziemi i dla tego JW. Pułaski do Grabia ruszył się ażeby wziął te Milicję w swoją komendę bo mu jest wcale powierzona…
28 List Szyca z 14 października 1769 r. z Gładyszowa, BCz. sygn. 941 IV, s. 337-338.
29 Konopczyński W., Konfederacja barska, Warszawa 1991, T 1, s. 313.
30 Konopczyński W., Kazimierz Pułaski, Kraków 1931, s. 128-129.
31 Konopczyński W., Kazimierz Pułaski, Kraków 1931, s. 129. Pułaski K., Szkice i poszukiwania historyczne. Serya III, Kraków 1906,     ss. 245-246.
32 Pułaski K., Szkice i poszukiwania historyczne. Serya III, Kraków 1906, s. 269.
33 Zeszyty sądecko-spiskie, Nowy Sącz 2008. P. Sadowski, Konfederacja barska w starostwie lanckorońskim, s. 52.
34 Pułaski K., Szkice i poszukiwania historyczne. Serya III, Kraków 1906, s. 290-295.
35 Konopczyński W., Materiały do dziejów wojny konfederackiej 1768 -1774 r., Kraków 1931, s. 76.
36 Konopczyński W., Kazimierz Pułaski, Kraków 1931, s. 170-171.
37 Konopczyński W., Materiały do dziejów wojny konfederackiej 1768 -1774 r., Kraków 1931. Jan de Kober…. s. 125-126. Uwaga!!! Autor     relacji myli nazwy miejscowości: Izbica to Izby, Maszków to Muszynka.
38 Konopczyński W., Konfederacja barska, Warszawa 1991, Konfederacja, T 2, s. 632, przyp. nr 18.
39 Konopczyński W., Kazimierz Pułaski, Kraków 1931, s 317.
40 Parczewski M., Szaniec konfederatów barskich w Łupkowie w Bieszczadach Zachodnich, Kwartalnik Historii Kultury Materialnej, nr 64,     2016, ss. 467-484.
41 Śliwa M., Obóz konfederatów barskich pod Wysową, Płaj nr 51, ss. 57-76.
42 Zasób Österreichisches Staatsarchiv: First Military Survey (1763-1787) Arkusze: B IX a 390 Sec. № 80. i 79.
43 Galicja na józefińskiej mapie topograficznej 1779-1783, Część opisowa, Kraków 2015, s 245.


Ostatnia aktualizacja:
   28-12-2017 18:27:35

wróć do miejsc związanych z Konfederacją Barską
wróć do strony głównej Konfederacji Barskiej

stat4u