Nieznajowa - nieistniejąca łemkowska wieś


Nieznajowa (łemk. Hезнайова), nieistniejąca obecnie wieś łemkowska, położona była w dolinie górnej Wisłoki i jej lewego dopływu Zawoi. To chyba jedna z najbardziej znanych nieistniejących wsi w Beskidzie Niskim. Administracyjnie teren położony jest wgm. Sękowa w powiecie gorlickim, a niegdyś (okres I Rzeczpospolitej) była częścią starostwa bieckiego w woj. krakowskim. Dolina ta po wysiedleniu mieszkańców, dzięki wypasowi przez lata stad owiec, nie została zawładnięta przez las, więc dużo tutaj terenów otwartych, łąkowych. Otoczona jest wzniesieniami Beskidu Niskiego, od płd.-wsch. Feszówka (658 m) i bezimienny szczyt o wys. 593 m, od południa Debra 599 m, od północy masyw Uherca (706 m), a od zachodu długi wał z kulminacją o wys. 663 m o nazwie Żydówka. Częściowo teren Nieznajowej wszedł w skład Magurskiego Parku Narodowego, którego zachodnia granica opiera się na rzece Wisłoce płynącej od Czarnego, a później wzdłuż biegu Zawoi. Nazwa wsi ma ponoć wywodzić się od nazwy osobowej Nieznan lub też Nieznaj, a Z. Stieber klasyfikuje ją, że ma pochodzenie polskie i ruskie. Wieś doczekała się też wspomnienia w literaturze, za sprawą J. Harasymowicza, który nawiązał do niej w wierszu pt. Nieznajowa cerkiew przewrócona, czy Barbary Tondos W obronie dzwonnicy w Nieznajowej oraz w tekstach muzycznych, za sprawą piosenki Kołysanka dla Nieznajowej, której słowa i muzykę napisał Apolinary Polek. W dolinie kręcono też sceny do filmu "Wino truskawkowe" w reżyserii Dariusza Jabłońskiego.

Trochę historii...

Wieś lokowana była na prawie wołoskim w dobrach królewskich w 1546 roku przez Stefana (Stecz) Oleśko z pobliskiej Świątkowej, na co zezwolił sam król Zygmunt I (zwany Starym) dekretem z 4 września. Stecz miał przybrać nazwisko Świątkowski, a jego potomkowie jeszcze w XVIII wieku mieli dzierżawić sołectwo we wsi. Niedługo później po lokacji, bo zaledwie 35 lat, dobra te wraz z Nieznajową są już w rękach znanego na tym terenie rodu Stadnickich, którzy będą ją posiadać przez ponad 130 lat. Gdy dowiadujemy się, że Stadniccy są w jej posiadaniu, mamy informację, że było tu wówczas jedno gospodarstwo sołtysie i jedno kmiecie, więc trudno tu nawet mówić o wsi, raczej o początkującej osadzie. Z czasem osada rozrasta się, bowiem w I połowie XVII wieku są tu już folusz, młyn i stępy (urządzenia do obłuskiwania i kruszenia ziaren na kaszę). Wtenczas wieś należała do parafii w nieco odległym Grabiu. Początkiem XVIII wieku rodzina Stadnickich traci wieś na rzecz starostwa bieckiego, a w drugiej połowie tego wieku, w 1772 roku kupuje ją z rąk austriaków (przejęli te tereny w wyniku I rozbioru Polski) Wilhelm Siemieński, właściciel dość sporych dóbr w tym czasie na tym terenie.


W 1780 roku zbudowano tu cerkiew, a majstrem był Teodor Rusinka ze Słowacji. Większość opracowań podaje, że pochodził ze wsi Biesiadka (choć trudno taką wieś tamże znaleźć, więc pewnie to błędna informacja). Myślę, że trafniej ową wieś podaje S. Kryciński w swej najnowszej książce Łemkowszczyzna po obu stronach Karpat wspominając o wsi Varadka (wioska na południe od Nieznajowej, tuż przy granicy z Polską), podobnie jak to czynią autorzy przewodnika Cerkwie drewniane Karpat. Polska i Słowacja, którzy opisując cerkiew w Owczarach zwrócili na to samo uwagę, że błędnie została odczytana informacja jakoby tenże cieśla pochodził z Biesiadki. Była to jedna z piękniejszych cerkwi na Łemkowszczyźnie, niestety podzieliła los wielu innych tego typu obiektów - została zniszczona po II wojnie światowej przez upływający czas i ludzi. Niemal 100 lat później, bo w 1886 roku, zanotowano 332 osoby zamieszkujące Nieznajową, byli to sami wyznawcy religii greckokatolickiej. W tym też czasie cerkiew w Nieznajowej jest filią parafii w Czarnem, miejscowości położonej w górę Wisłoki. Niewiele lat później, Nieznajowa przechodzi w ręce hr Franciszki Potulickiej ze Żmigrodu, a 29 lat później (1919) kupuje ją hr Aleksander Skrzyński z Zagórzan (dyplomata, polityk, premier w II RP) pochowany w ciekawym rodzinnym mauzoleum w formie piramidy.

W czasie I wojny światowej przez Nieznajową przechodziły fronty, zarówno w 1914 roku, kiedy to napierający na zachód Rosjanie zmusili do wycofania się stąd oddziałów węgierskich, które wcześniej spaliły część wsi posądzając mieszkańców o "moskalofilstwo". Nie obyło się w tym czasie bez aresztowań, a 6 osób trafiło do obozu w Thalerhofie. Tym samym wieś była przez kilka miesięcy pod rządami Rosjan, którzy wycofali się stąd dopiero w ramach operacji gorlickiej, która z impetem ruszyła rankiem 2 maja 1915 roku. W 1927 roku doszło tu do schizmy i mieszkańcy przeszli na prawosławie, choć takie przypadki miały tu już miejsce jeszcze przed wojną, w 1912 roku, zapewne za sprawą działalności Maksyma Sandowycza, parocha z Grabiu, a później zostały zapewne ugruntowane także w czasie I wojny, kiedy to prawosławny ksiądz odprawiał tu msze. Nie mogąc użytkować swojej dotychczasowej świątyni, byli zmuszeni zbudować inną, ale już skromniejszą kaplicę, tzw. czasownię. Stanęła ona niedaleko, naprzeciw świątyni greckokatolickiej (tak podaje większość źródeł, ale np. na mapie WIG świątynie są oddalone nieco od siebie), a msze odprawiał ksiądz z pobliskiego Wołowca. Z czasem udało się mieszkańcom przenieść ruchome wyposażenie z dawnej świątyni do nowej. Ok. 9 lat po schizmie, w 1936 roku odnotowano tutaj 220 prawosławnych, 6 grekokatolików, 20 rzymskich katolików i 3 wyznawców mojżeszowych.

Jako ciekawostkę można dodać, że pod koniec XIX i na początku XX w. austriacy mieli w planach utworzyć połączenie kolejowe z Jasła przez Nowy Żmigród do Koniecznej i dalej do Górnych Węgier, czyli Bardejowa. Wytyczona została nawet trasa tego połączenia, która miała biec doliną Wisłoki, a więc także przez Nieznajową, skąd planowano dołączyć się do Koniecznej i stamtąd na teren Górnych Węgier (obecnie Słowacja). W Nieznajowej miała znajdowac się dość duża stacja kolejowa, oprócz obsługi pasażerów, znajdować się tu miały urządzenia do obsługi lokomotyw, m.in. wieża wodna, czy dodatkowa lokomotywa, wszak za Nieznajową zaczynał się najtrudniejszy odcinek przyszłej trasy. W archiwach zachowały się plany tejże stacji. Niestety I wojna światowa definitywnie przerwała starania o powstanie tego połączenia. Na niektórych mapach trasa ta jest zaznaczona, np. na mapie Stanisława Majerskiego Map of Galicja and Lodomeria z 1910 roku. Udało mi się znaleźć w okolicach N. Żmigrodu 4 słupki wytyczające prawdopodobnie przyszłą trasę, oto jeden z nich w Mytarzy.

W okresie międzywojennym istniała tutaj szkoła, w której uczył Polak, była czytelnia im. Kaczkowskiego, był też posterunek Policji, 2 sklepy, działały 2 tartaki, jeden dzierżawiony przez Żyda (przy drodze do Rostajnego), drugi był własnością Polaka o nazwisku Dobrzański, a ulokowany był przy drodze do Czarnego w zakolu Wisłoki. Od dawien dawna Nieznajowa była lokalnym ośrodkiem targowym, bowiem już w XIX wieku odbywały się tu 4 spore jarmarki, a w XX wieku znacznie częściej, bo co 2 tygodnie. Przyjeżdżali tu kupcy z okolicznych miasteczek (Gorlice, Żmigród), a handlowano głównie wołami i krowami, choć można się domyślać, że i inny inwentarz był w ofercie. Odbywały się one w dolinie Wisłoki, na placu w pobliżu tartaku przy drodze do Rostajnego. Jako że we wsi była także karczma, prowadzona przez Żyda, więc było gdzie świętować udane transakcje lub "topić" smutek po nieudanych. Karczma stała niedaleko kapliczki z wnęką, zwieńczoną trójramiennym krzyżem z 1925 roku, a więc bardzo blisko placu targowego.


W czasie II wojny światowej większych walk tutaj nie było, ale w 1944 roku wsią zainteresowali się Niemcy ze względu na toczące się nieopodal walki w Ciechani i Żydowskiem, które były częścią tzw. operacji dukielsko-preszowskiej, kiedy to wojska sowieckie i czechosłowackie chciały się przedrzeć przez Karpaty na pomoc powstańcom słowackim. W leśniczówce Niemcy urządzili wówczas sztab, nieomieszkali też wybudować na stokach góry Żydówka schronów (to grzbiet biegnący od doliny Wisłoki w kierunku Wołowca). Były tu także duże składy amunicji, wszak walki w Karpatach wymagały stałych dostaw tejże. Wioskę opuścili dopiero początkiem 1945 roku, kiedy napór Armii Czerwonej był już dość wzmożony. W tym samym roku łemkowscy mieszkańcy, zapewne wobec wzmożonej agitacji, zdecydowali się wyjechać do Związku Sowieckiego, na teren obecnej Ukrainy (rejon Podola, Kałusza i Wołynia), a Polacy przenieśli się do Czarnego. Wiosną 1947 roku wycofując się ze wschodnich terenów Polski, a chcąc przedostać się na zachód, przez pewien czas przebywali tutaj członkowie UPA z Romanem Hrobelskim, ps. “Brodycz”, którzy wykorzystywali zbudowane wcześniej przez Niemców schrony na stokach góry Żydówka. Pokłosiem ich pobytu było uprowadzenie w nieznane gajowego z tutejszej leśniczówki, którego upamiętniający pomnik stoi obcnie przed schroniskiem Nadleśnictwa "Woryń" w Radocynie.

Po wysiedleniu mieszkańców, z czasem teren wsi został przejęty pod wypas owiec, gdzie gospodarowali górale z Podhala i PGR w Jasionce. Pod koniec lat 70. XX wieku działał tu także zakład karny, obsługujący działalność PGR-u, a funkcjonujący do lat 80. (do stanu wojennego). Jego "podopieczni" m.in. przyczynili się do zniszczeń obiektów sakralnych na terenie wsi, w tym cerkwi. Od jakiegoś czasu, wspomniane kapliczki i krzyże poddawane są konserwacji oraz zostały ogrodzone dzięki Stowarzyszeniu Rozwoju Sołectwa Krzywa.

To co pozostało po wsi...

Do obecnych czasów po dawnej wsi zostało wiele śladów. Najbardziej wyrazistym z nich są dość liczne przydrożne krzyże i kapliczki wykonane z piaskowca oraz cmentarz przycerkiewny także z piaskowcowymi krzyżami, w którego części stała niegdyś jedna z piękniejszych cerkwi na Łemkowszczyźnie. Ale zacznijmy zwiedzanie wsi od strony Rostajnego (obecnie Rozstajne), gdzie przy drodze wita nas postawiona przez Magurski Park Narodowy tablica informacyjna o tej wsi, z mapką rozłożenia dawnej zabudowy, jak i trzema zdjęciami, m.in. wspomnianej cerkwi.

Mijając tablicę wkraczamy na teren dawnej wsi, po lewej w kępie drzew i krzaków, ok. 70 m od drogi mijamy ruiny dawnego tartaku prowadzonego przed II wojną światową przez Żyda. Dalej pojawiają się już pierwsze obiekty sakralne, najpierw kapliczka Św. Rodziny z piaskowca (1901 r.), z płaskorzeźbami na postumencie. Nie wiem dlaczego przewodniki i inne opracowania wspominają, że płaskorzeźby te przedstawiają śś. Mikołaja, Piotra i Pawła, skoro wyraźnie widać, że jedną z postaci od zachodu, jest niewątpliwie postać kobiety w habicie! Więc jeśli od wschodu jest wizerunek św. Pawła, którego atrybutem jest miecz, to św. Piotra nie ma na tym postumencie. Pozostaje tylko znaleźć co to za święta jest... Nieco dalej piaskowcowy krzyż trójramienny z widoczną na postumencie inskrypcją (częściowo zatartą) i wnęką na krzyżu na postać Ukrzyżowanego, którego brak. Podobny krzyż wieńczący, tyle że z Chrystusem jest na cmentarzu, a wykonał go I. Szatyński, więc z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że ten też jest jego dłuta. Idąc dalej w głąb wsi, po chwili marszu, mijamy kapliczkę z wnęką, którą wieńczy mała cebulasta bania, a na niej osadzony jest trójramienny krzyż z figurą Chrystusa. W dolnej części widoczna jest data 1925 i imiona i nazwiska fundatorów, mnie udało się to odczytać jako: Fundator kapliczki Petro i Barbara Pyrtko. Nagrobek wspomnianej Barbary można odnaleźć na cmentarzu, wykonany przez Iwana Szatyńskiego, a przed nim tablica nagrobna Petra. Tuż obok kapliczki, stoją symboliczne drzwi łemkowskiej chyży z numerem 36, na których wisi tablica z informacją o Nieznajowej - obecnie już mało czytelna. Takie drzwi stanęły w kilku okolicznych nieistniejących miejscowościach. Za nimi widać posadzone przez MPN nowe drzewa, zapewne owocowe. A nieco dalej w kierunku zachodnim kolejny obiekt sakralny, piaskowcowy krzyż, typu łacińskiego z figurą ukrzyżowanego z 1894 roku. Idąc dalej, mijamy samotny domek przeniesiony tutaj z Lipnej, a w zasadzie z grzbietu nad nieistniejącą już wsią, używało go wcześniej wojsko, więc najprawdopodobniej służył jako posterunek OPL, bo był takowy na wschód od koty 633 m. Po chwili dochodzimy do rozdroża, droga w prawo prowadzi przez Zawoję do Wołowca, droga na wprost (lewa odnoga) prowadzi przez Wisłokę do Czarnego i Radocyny. Jeszcze w 1991 roku niedaleko tego domku stała bacówka góralska dla wypasających owce.

Warto wiedzieć - co pokazuje mapa katastralna, czy WIG - że obecny układ drogi głównej przez Nieznajową w kierunku Wołowca jest zupełnie inny niż dawniej. Obecna droga prowadzi do Wołowca przekraczając Zawoję niedaleko ujścia do Wisłoki i mija cerkwisko i cmentarz po prawej stronie. Ale dawniej przekroczenie Zawoi było nieco wyżej i dalsza droga przebiegała wzdłuż potoku, więc cerkiew i cmentarz były po lewej jej stronie.

Główna część dawnej wsi ciągnęła się w dolinę Zawoi, więc udajmy się najpierw tam. Po przekroczeniu potoku w bród - a nie zawsze jest to możliwe - obecna droga prowadzi w kierunku cmentarza, ale za nim tam dotrzemy, po prawej, nad potokiem widać kolejny obiekt sakralny, zniszczoną kapliczę z wnęką na figurkę, a obok niej zawaloną piwnicę. Jedyną całą piwnicę w Nieznajowej można spotkać niedaleko tego miejsca, po drugiej stronie potoku Zawoja, gdzie dawniej biegła droga przez tę część wsi. Idąc do widocznego już cmentarza, mijamy coś w rodzaju miejsca wypoczynku, zbudowanego swego czasu chyba w ramach znakowania szlaku konnego, obecnie w stanie dość odmiennym niż pierwotnie. I dochodzimy do najbardziej wyrazistego miejsca w nieistniejącej wsi, czyli cmentarza i cerkwiska.

Obecnie cmentarz i cerkwisko jest ogrodzone drewnianymi żerdziami, ale jeszcze nie tak dawno nie było tak (wykonano je w 2010/2011). Wejście nań prowadzi przez drewnianą bramkę z daszkiem. Na cmentarzu przycerkiewnym stoi 11 piaskowcowych nagrobków, w tym 7 zwieńczonych trójramiennym krzyżem z postacią Chrystusa, 4 natomiast bez wieńczącego krzyża, z płaskorzeźbami na cokole lub inskrypcjami. Dodatkowo jest tu metalowy krzyż i płaska nagrobna płyta oparta o drzewo. Wśród piaskowcowych nagrobków można odnaleźć te autorstwa mieszkającego tu po I wojnie światowej Iwana Szatyńskiego (jeden nawet z jego sygnaturą na nagrobku Tekli Szkymby z 1911 roku), oprócz niego znajdują się tu także nagrobki autorstwa W. Graconia. Nagrobki te były remontowane w 1986 roku przez członków Towarzystwa Opieki nad Zabytkami z W-wy. Można tu także zobaczyć nieco dziwną formę upamiętniania swoich przodków, w postaci tablicy wmontowanej w żywe drzewo, po wcześniejszym zdarciu kory. Forma upamiętniania dość kontrowersyjna i godna raczej politowania, szczególnie, że już drzewo zaczyna "wchłaniać" ową tablicę. Od kilku już lat, na cmentarzu prowadzone są prace porządkowe przez Krzysztofa Rodaka (Ronczi) i innych, którzy pomagają - tu filmik z 2008 roku.


Tuż obok nagrobków, oddzielona od nich parkanowym płotem, stała niegdyś greckokatolicka cerkiew pw. św. Kosmy i Damiana zbudowana w 1780 roku. Można ją było jeszcze oglądać po wysiedleniach Łemków z tych rejonów, gdzieś do ok. połowy lat 60 XX wieku, a zrujnowana wieża zawaliła się jeszcze później, bo w 1974 roku. Była to trójdzielna budowla z wieżą o pochyłych ścianach, która to obejmowała babiniec. Dachy nawy głównej i prezbiterium łamane były uskokowo i wszystkie 3 części zwieńczone były baniastymi hełmami z pozornymi latarniami i krzyżami nad nimi. Obecnie pozostały po niej ślady kamiennej podmurówki, a w jej dawnym obejściu niedawno postawiono coś w rodzaju małego obelisku z kamieni, na których zamontowana jest tablica z wizerunkiem tejże i fragmentem wiersza J. Harasymowicza pt. Nieznajowa cerkiew przewrócona:

I Pantokrator przewrócony i w kurzu
Skrzydlaty Michał przewrócony z koniem
Zarastają kaliną i gąszczem łopuchów
Wielkie usta cerkwi w Nieznajowej.

Oprócz kamiennej podmurówki i zdjęć, zachowały się też odrzwia (drewniany portal) uratowany - w zasadzie nielegalnie przed niechybnym zniszczeniem - przez mieszkańca Bartnego Pana Józefa Madzika. I właśnie tam możemy go oglądać, bowiem znajduje się w tamtejszej cerkwi greckokatolickiej, obecnie Muzeum. Portal ten u góry zwieńczony jest jakby trójlistnymi wcięciami, a nad nimi wśród motywów ozdobnych w postaci kwiatów i liści widać napisy cyrylicą informujące o budowniczym cerkwi i kiedy to się stało, po bokach natomiast postacie apostołów - św. Piotr i św. Paweł. W Płaju nr 50, autor pisząc o księdzu M. Czekaju wspomina, że: "przywiózł ołtarze boczne (powojenne) z nieistniejącej cerkwi w Nieznajowej" do cerkwi w Leluchowie1. Pozostałe wyposażenie cerkwi zostało w dużej mierze rozkradzione lub zniszczało wraz z całym chylącym się ku ruinie obiektem. Swego czasu R. Brykowski postulował, aby pozostałą jeszcze wieżę cerkwi wyremontować lub przynajmniej przenieść do skansenu w Sanoku, ale nic z tego nie wyszło. Po prawosławnej czasowni pw. Kosmy i Damiana, która stała nieopodal tej greckokatolickiej, nie ma obecnie śladu, nie zachowały się też zdjęcia. Opuszczona, z czasem zniszczała do tego stopnia, że została rozebrana około 1960 roku.

Mijając cmentarz i cerkwisko droga prowadzi nas w głąb doliny. Niedaleko od tego miejsca, po lewej kolejny obiekt sakralny, nieco zniszczony, bowiem został sam cokół bez żeliwnego krzyża. Później nieco dalej od drogi kolejny, krzyż trójramienny z 1907 roku, prezentuje się wyśmienicie, widać że jest po remoncie. Dalej kolejny uszkodzony obiekt z 1896 roku, na piaskowcowym cokole widnieje krzyż trójramienny, natomiast wieńczący żeliwny krzyż jest niekompletny (obecnie jest po małym remoncie, bowiem do niedawna był zniszczony zupełnie). Kawałek dalej drogi rozdwajają się, przy lewej odnodze (gdzie prowadzi szlak narciarski) mamy kamienny trójramienny krzyż na wysokim cokole z 1901 roku. Natomiast wędrując drugą odnogą, tak jak prowadzi szlak pieszy żółty, po chwili kolejny obiekt w postaci trójramiennego krzyża, jeszcze nie tak dawno był to sam cokół z inskrypcją. Kawałek dalej po prawej zniszczona zupełnie kapliczka z 1913 roku, z widoczną inskrypcją. Później nasza droga dochodzi do potoku Zawoja, który trzeba przekroczyć by iść dalej w głąb doliny. Ale zanim się go przekroczy, warto podejść wzdłuż potoku na lewo, bowiem znajduje się tam kapliczka z 1913 roku fundacji Iwana i Tekli Odoriaków, a w jej wnęce za metalowymi drzwiczkami stoi kamienna figura Matki Bożej. Niegdyś kapliczka stała bliżej Zawoi, ale podczas remontu została oddalona od niej z uwagi na fakt, że groziło jej osunięcie się do potoku, bowiem Zawoja z roku na rok zabierała coraz więcej brzegu. Wtedy też postarano się o wieńczący ją krzyż i metalowe drzwiczki, bowiem wcześniej tych elementów nie było, zostały zniszczone.

Gdy przekroczymy w bród Zawoję, zaraz na drugim brzegu mijamy przyczółek dawnego mostu, a dalej znajdziemy jeszcze 2 krzyże. Pierwszy z nieco uszkodzonym Chrystusem (brak głowy), a na cokole znajduje się płaskorzeźba Matki Bożej. Ostatni krzyż jest nieco inny niż wcześniejsze, bowiem posiada wnękę w miejscu gdzie zwykle znajduje się wiszący na krzyżu Chrystus (ale kształtem przypominającą postać), którego brak niestety. Ostatnim obiektem w Nieznajowej jest kapliczka domkowa na granicy z Wołowcem, stojąca przy dawnej drodze do wspomnianej wsi, nad potokiem Zawoja, pochodząca z końca XIX wieku. Ponoć niegdyś znajdowała się w niej kamienna rzeźba Św. Rodziny, po której nie ma dziś śladu. Do 2008 roku popadała w ruinę, kiedy to zaczęto remont, więc obecnie prezentuje się dobrze. Po skończonym remoncie została poświęcona 14 października 2008 roku.


Natomiast wędrując w drugą odnogę wspomnianego wcześniej rozdroża przy połączeniu się Zawoi z Wisłoką, to jeśli jesteśmy na drugim brzegi Zawoi, to nie musimy przekraczać w bród Wisłoki, ale możemy przejść wzdłuż brzegu tak jak prowadzi szlak żółty, przechodząc obok połączenia się Wisłoki i Zawoi. Za tym połączeniem się potoków, po lewej - za Wisłoką - znajduje się Chatka Studencka działająca pod patronatem Stowarzyszenia Miłośników Nieznajowej. Więcej o możliwości noclegu można dowiedzieć się wchodząc na stronę internetową. Jako ciekawostkę można dodać, że właśnie w Nieznajowej 26-27.11.2005 roku odbyło się pierwsze historyczne spotkanie miłośników Beskidu Niskiego, którzy byli skupieni przy forum działającym przy stronie internetowej www.beskid-niski.pl. Jako pierwsze, i zapewne ostatnie już, miało miejsce w tej właśnie chatce, bez prądu, bieżącej wody, czy łazienki, ale atmosfera była niepowtarzalna, bo przy świecach, z gitarą i wspólnie upichconym bigosie, a żeby go zagrzać, trzeba było sobie najpierw drewna nazbierać :). Kto był, ma co wspominać, kto nie był, niech żałuje :). Tutaj można przeczytać relację i obejrzeć zdjęcia. Niegdyś była to leśniczówka, która istaniała tu od czasów, gdy wieś i okoliczne lasy należały do hrabiów Skrzyńskich. Dalej w kierunku Radocyny spotkamy tylko współczesne domy, dacze, stojące w pobliżu miejsca, gdzie dawniej istniał drugi tartak prowadzony przez Polaka. Został on wysadzony w powietrze wraz z domem przez wycofujących się stąd Niemców. Mimo to, Dobrzański powrócił tu i uruchomił zachowany w podziemiach młyn, który "uratował" się przed wybuchem. Po śmierci właściciela obiekt spłonął pod koniec lat 70.

Jak tu dotrzeć

Do dawnej wsi można dostać się na kilka sposobów. Nie dysponując samochodem, można się w te okolice dostać jeszcze jasielskim PKS-em, który jeździ do Grabiu, ale ilość kursów ograniczona bardzo. Wysiadamy wtenczas w Rostajnem i po 2 km marszu jesteśmy w centrum dawnej wsi. Dysponując samochodem (nie terenowym) możemy tu dotrzeć od strony nieistniejącej wsi Rostajne położonej przy drodze wojewódzkiej 992 z Krempnej do Grabiu. Możliwe jest podjechanie w okolice dawnej wsi, ale z roku na rok, czym bliżej Nieznajowej, tym droga jest coraz bardziej wyboista, więc samochód lepiej zostawić w Rostajnem, tuż po skręcie z drogi wojewódzkiej w kierunku dawnej wsi.

Pieszo i rowerem można dostać się z każdej strony, z której prowadzą drogi lub szlaki, a więc od wspomnianego już Rostajnego, a także od Czarnego i Wołowca (żółtym szlakiem PTTK) lub od Wołowca także stokówkami leśnymi. Więc wydawałoby się, że jest to dość łatwo dostępna dolina. Ale nie jest tak do końca, bowiem po wiosennych roztopach lub obfitych deszczach wody Wisłoki i Zawoi potrafią tak przybrać, że przejście przez nie może być dość uciążliwe, a czasem praktycznie niemożliwe, więc trzeba to mieć na uwadze planując odwiedzenie tej nieistniejącej wsi. Jedynie wtenczas od strony Rostajnego można się tu dostać, ale w zasadzie tylko do samotnego domku, bo później już w dalsze części doliny, czy to Wisłoki, czy Zawoi trzeba je przekraczać w bród.

opracowanie: Dariusz Zając

Fot. Bożena Jurkowska, Dariusz Zając

-----------------------------------

1 Zob. T.M. Trajdos, Na odsiecz przeszłości. Dzieło księdza Mieczysława Czekaja: artykuł z Płaja nr 50. Przy czym, jak dowiedziałem się w redakcji, w tekście w papierowym wydaniu wkradł się błąd odnośnie skąd pochodziły wspomniane ołtarze, który ma zostać sprostowany w przyszłym numerze.

Bibliografia:
J. Czajkowski, Studia nad Łemkowszczyzną, MBL, Sanok 1999.
R. Długaszek, U źródeł Wisłoki, Wyd. Stowarzyszenie Miłośników Nieznajowej, 2001.
W. Grzesik, T. Traczyk, Od Komańczy do Bartnego, Warszawa 1992.
S. Kryciński, Łemkowszczyzna po obu stronach Karpat, Libra 2016.
T. Machowski, G. Nycz, W dolinie Wisłoka. Koleją z Jasła do Rzeszowa, Rybnik 2014.
J. Michalak, W dorzeczu górnej Wisłoki, Krosno 2002.
A. Piecuch, A. Harkawy, M.J. Harkawy, Opuszczone wsie ziemi gorlickiej, Wyd. Gondwana, Warszawa 2013.
A. Stachowiak, Chrystus z łemkowskiego krzyża, Gorlice 2009.
Informacje własne.


Ostatnia aktualizacja:
25-11-2016 22:55:28

wróć do strony głównej nieistniejących wsi

stat4u