Poniższy artykuł pierwotnie ukazał się w gazecie „Region Jasielski” nr 6 (60) 2006, w cyklu „Wędrówki po regionie”.
Tu został rozszerzony i zaktualizowany.

Jest niewiele takich miejsc... czyli HUTA POLAŃSKA I OKOLICE


Pewnie zdecydowanej większości turystów pobyt w górach kojarzy się tylko z wędrowaniem po górskich szlakach, zdobywając kolejne szczyty, ale to nie oznacza, że tylko tak w górach możemy spędzać czas. Turystyka to także uczestnictwo w różnego rodzaju uroczystościach, imprezach kulturalnych i folklorystycznych, itp., a często te formy możemy połączyć z wędrowaniem. Z tego też powodu proponuję wybrać się do miejsca, jakiego gdzie indziej nie ma w regionie jasielskim, ale i w innych rejonach jest ich niewiele...

A w regionie tym, są także miejscowości istniejące już tylko na mapach, po których pozostały cmentarze, przydrożne krzyże czy kapliczki i rzecz jasna pamięć dawnych mieszkańców lub ich potomków oraz bardziej świadomych tego turystów, wiedzących o tętniącym tam niegdyś życiu. Podobnie było z tą miejscowością, którą proponuję odwiedzić. Miejsce to jednak różni się nieco od innych. A różni się tym, że mimo iż podczas II wojny miejscowość została poważnie zniszczona w wyniku operacji dukielskiej (pamiątki po niej jeszcze dziś leżą w okolicznych lasach - więcej o tym tutaj), tym samym mieszkańcy nie mieli do czego wracać ale i nie zezwolono im na to, to jednak obecnie nadal tętni życiem. A tą miejscowością jest wciśnięta między górskie szczyty Beskidu Niskiego, położona na południe od Polan, tuż przy granicy ze Słowacją – Huta Polańska.

Jak sama nazwa mówi, musiała tu kiedyś istnieć jakaś huta. I tak też było, bowiem do połowy XIX wieku prosperowała tu huta szkła, podobnie jak w nieodległej Hucie Krempskiej. Większość opracowań wspomina, że miejscowość powstała w XVI lub XVII wieku, jako osada przy wspomnianej hucie. Mówi się, że po upadku Rzeczpospolitej osiedlili się tutaj konfederaci barscy, których przecież nie brakowało pod koniec XVIII wieku na przełęczach karpackich. Ale patrząc na austriacką mapę Miega (1763-1787) na miejscu obecnej Huty Polańskiej nie uświadczy żadnych wskazówek jakoby istniała tu jakaś wieś, jest tylko nazwa Miscowa Wald - myscowski las. Natomiast takie zabudowania i nazwa Huta pojawia się dopiero w drugim wydaniu tejże mapy z lat 1806-1869. W każdym bądź razie tuż przed wybuchem II wojny wieś była dość duża, jej zabudowania ciągnęły się aż po samą granicę państwa, gdzie znajdował się przysiółek Pod Granicą. Charakterystyczne jest, że mimo iż wioska leży na terenach łemkowszczyzny, to jednak jej mieszkańcy w przeważającej części byli Polakami. Była to swego rodzaju enklawa – podobnie jak wspomniana już Huta Krempska – wśród łemkowskich wiosek. To pociągało ze sobą pewne niedogodności dla mieszkańców. Jako, że we wsi nie było kościoła, a wokół same świątynie obrządku greckokatolickiego lub po tzw. schizmie tylawskiej także prawosławnego, ludność musiała jeździć aż do Nowego Żmigrodu. Ale jeżdżono tam tylko na większe uroczystości (np. śluby), natomiast na niedzielne msze, czy uroczystości mniejszej rangi chodzono do pobliskiej Ciechani, gdzie znajdowała się parafia greckokatolicka.

kościół w hucie polańskiej

Z tego też powodu, w latach 30. XX wieku mieszkańcy Huty Polańskiej postanowili wybudować kościół (choć takie plany były już wcześniej), który jest m.in. powodem naszej wizyty w tej miejscowości. Po wielu perypetiach, jak postanowili tak zrobili. Niestety ich trud wniesiony w budowę tego obiektu został zniweczony, gdyż wybuchła II wojna światowa, w wyniku której większa część wioski, w tym kościół, zostały zniszczone. Dokładniej mówiąc, przyczyniła się do tego operacja dukielsko-preszowska w 1944 roku, kiedy to w tej okolicy trwały ciężkie boje o przełamanie grzebietu Karpat, by pomóc powstaniu na Słowacji. Kościoła nawet nie zdążono konsekrować, choć dzień poświęcenia był już ustalony na początek września 1939 r. Po zniszczeniach wojennych, pozostawiony bez opieki popadał w coraz większą ruinę.

Ruiny kościoła stały długo opuszczone bez opieki, a zaglądali tu przeważnie jedynie turyści, wędrujący wyznakowanym w latach 60. przez PTTK niebieskim szlakiem granicznym. Ale podobnie jak przed wojną znaleźli się ludzie, którzy postanowili i wybudowali kościół, tak i teraz (1991 rok) znaleźli się ludzie, którzy za cel obrali sobie jego odbudowanie i konsekrację. A byli nimi ks. Delekta, ówczesny proboszcz z pobliskich Polan, dawni mieszkańcy Huty oraz członkowie Koła Łowieckiego „Zacisze” z Krosna. Dzięki tym ludziom od 1998 roku, kiedy zakończono prace, opuszczona po wojnie Huta Polańska nadal tętni życiem, przynajmniej dwa razy w roku, bowiem w odbudowanym kościele odbywają się odpusty. Pierwszy, ku czci św. Jana z Dukli – jednego z patronów – odbywa się w pierwszą niedzielę lipca, natomiast drugi, to odpust w pierwszą niedzielę po wszystkich świętych na św. Huberta, drugiego patrona tego kościoła, także patrona myśliwych, którzy przyczynili się do jego odbudowy.

I właśnie, gdyby ktoś trafił w ten konkretny lipcowy lub listopadowy dzień do Huty Polańskiej, będzie mógł uczestniczyć w uroczystościach odpustowych, a tym samym będzie miał możliwość zwiedzenia wnętrza kościoła, bo w innym czasie jest to raczej niemożliwe. Jego wyposażenie jest skromne, a oprócz tradycyjnego, znajdują się w nim m.in. tablice z historią miejscowości, rozmieszczeniem domów przed wojną wraz z nazwiskami gospodarzy, jak i historią samego kościoła ufundowane przez Towarzystwo Karpackie.

Nawiązując do tematu, rzec by można, że jest to dość niecodzienna sytuacja, bowiem w miejscowości gdzie znajduje się wspomniany już kościół mieszka na stałe tylko jedna rodzina p. Morawskich. Prowadzą oni schronisko turystyczne „Hajstra” w budynku dawnej strażnicy WOP, w której swego czasu istniała już stacja turystyczna prowadzona przez PTTK. Oprócz istniejącego budynku państwa Morawskich ostatnio wybudowano tutaj Dom Duszpasterski Diecezji Rzeszowskiej „Betania”, więc istnieją tam trzy budowle, w tym jeden kościół. Ponadto teren, na którym stoją owe obiekty i najbliższa okolica, jest z kolei enklawą w Magurskim Parku Narodowym, bowiem cały teren dookoła należy właśnie do MPN-u.

kapliczka parsowskie

Gdyby jednak komuś mało było wrażeń po uczestnictwie we mszy odpustowej lub akurat nie jest tym w ogóle zainteresowany, to może wybrać się na wędrówkę w góry. Ale za nim to uczynimy, to możemy jeszcze odwiedzić położony nieopodal kościoła cmentarz parafialny, na którym znajduje się kilka ciekawych kamiennych i żeliwnych nagrobków. By tam dojść, trzeba podejść w kierunku południowym (obecnie żółtym szlakiem) i około 150 m od kościoła skręcić w lewo w leśną dróżkę, po ok. 200 m po prawej stronie znajdziemy cmentarz. Idąc tą drogą dalej (choć nielegalnie, bo to teren MPN) po około 700 m doszlibyśmy do odnowionej obecnie kamiennej kapliczki. W tej okolicy znajdował się jeden z przysiółków Huty Polańskiej – Parysowskie, w którym stały 4 domy.

Wracając do naszej górskiej wędrówki, jak jesteśmy w Hucie Polańskiej, to jedynym słusznym (legalnym) wyborem może być tylko jedno miejsce. A jest nim szczyt o dość ciekawej nazwie – Baranie. Aby się tam dostać, najpierw podążamy szlakiem żółtym (jeszcze do niedawna był to szlak niebieski – zmiany nastąpiły w 2006 roku) w kierunku południowym przez teren Magurskiego Parku Narodowego, wychodząc na Przeł. Mazgalica. W niedalekiej odległości od granicy można odnaleźć ślady po domostwach (conajmniej 3), które stały niegdyś tuż przy granicy w przysiółku zwanym Pod Granicą. Ślady ich podmurówek są łatwo zauważalne idąc żółtym szlakiem. Natomiast na Przełęczy Mazgalica napotykamy znaki niebieskiego szlaku granicznego im. Pułaskiego oraz czerwone znaki szlaku słowackiego, stoi tu także duża wiata zbudowana przez MPN, niegdyś na nią przewieszono polskie drogowskazy, obecnie wiszą na słupku postawionym przez MPN. Skręcamy w lewo i zmierzamy na wschód mijając najpierw ramię Czerszli, później wyraźne obniżenie skąd zbiera swoje wody potok Baranie, a następnie wspinamy się na wspomniany już szczyt. Przed zdobyciem szczytu, przy słupku 1/174 znajduje się małe źródełko, więc jakby ktoś był spragniony a nie miał nic do picia, to może się poratować. Przy czym w okresie długotrwałego braku opadów, źródełko może być wyschnięte.

Idąc szlakiem granicznym, warto też zwrócić uwagę na leżące gdzie niegdzie stare słupki graniczne, bowiem widać na nich jeszcze literę "D" - Deutschland. Także na niektórych stojących i obecnie będących w "użytkowaniu" słupkach zobaczyć można nienaturalnie wykutą literę "P" - Polska. Wszystko to pozostałość po II wojnie światowej, kiedy to hitlerowcy wstawiali nowe lub wykuwali w starych przedwojennych słupkach literę oznaczającą ich kraj, a później po odzyskaniu wolności Polacy przekuwali to na literę "P". Nie tak dawno natomiast, na całym pasie granicznym wisiały jeszcze na słupkach tablice z informacją: "Granica Państwa. Przekraczanie wzbronione". Większość z nich zapewne na pamiątkę znalazła się w prywatnych zbiorach turystów.

Baranie (słowacki Stavok, Nastavok), to wybitna kulminacja leżąca w Beskidzie Niskim na granicy Polski i Słowacji. Ściślej mówiąc, masyw ten leży w Beskidzie Dukielskim (choć to nieformalny podział), będąc zarazem jego najwyższym wzniesieniem mającym 754 m n.p.m. wg polskich pomiarów. Słowacy bowiem podają wysokość 752 m n.p.m., ale to dlatego, że odnoszą swoje pomiary do poziomu M. Adriatyckiego (Triest), my natomiast do poziomu M. Bałtyckiego. Ale to akurat dla turysty nie jest zbyt ważne.

Ważne natomiast jest to, że po paru latach przerwy znów ze szczytu możemy podziwiać piękną dookolną panoramę pogórzy i gór, tych najbliższych, jak i dalszych jeśli aura będzie nam sprzyjać. Stało się to dzięki naszym sąsiadom Słowakom ze stowarzyszenia "Nizke Beskydy", którzy po zawaleniu się starej metalowej wieży postawionej jeszcze w czasie ostatniej wojny przez Niemców, postanowili przywrócić temu szczytowi miano widokowego. Jako ciekawostkę można podać, że na tym szczycie swego czasu stały dwie wieże obok siebie, co pokazuje nam pewne archiwalne zdjęcie zamieszczone na portalu o Beskidzie Niskim lub w wydanym folderze o słowackich wieżach widokowych w Nizkych Beskidach. Jedną była wspomniana już metalowa wieża, postawiona przez Niemców podczas II wojny światowej, która wywróciła się na przełomie 2000/2001 zapewne pod wpływem daleko posuniętej korozji jak i czynników atmosferycznych (oblodzenie). Jej ruina leżała do jesieni 2005 r., kiedy to została zabrana ze szczytu. Natomiast drugą – była drewniana wieża triangulacyjna, jakich wiele stało w naszych i nie tylko naszych górach. To m.in. na nich opierały się badania kartograficzne minionego wieku. Wybudowana została w latach 60. XX wieku, i choć wprawdzie nie była ona zbudowana dla celów turystycznych, to spełniała na pewno także taką funkcję. Wieża ta przetrwała gdzieś do połowy lat 70.

Prace nad obecnie stojącą wieżą widokową zaczęły się jesienią 2005 roku a zakończyły końcem lipca 2006. Uroczystość jej oficjalnego otwarcia dla braci turystycznej odbyła się 6 sierpnia tego roku. Wieża jest drewniana, posiada trzy poziomy widokowe, najwyższy z nich na wysokości ok. 14 m nad ziemią. Z niego właśnie podziwiać można jeden z najrozleglejszych widoków w Beskidzie Niskim. Jako, że Baranie usytuowane jest w środkowej części Beskidu Niskiego, widoczny jest on praktycznie cały (od płn.-zach. po płn.-wsch.), jedynie na północ drzewa nieco przysłaniają widok na pasmo Łysej Góry. Na północy (od płn.-zach. po płn.-wsch.) widoczne jest wycinkowo Pogórze Karpackie: Ciężkowickie - z Liwoczem i bardziej na zachód z pasmami nad Żurową i Olszynami oraz Pogórze Dynowskie z najwyższym szczytem Suchą Górą i pasmem Czarnówki. Na płd.wsch., na prawo od Kamienia nad Jaśliskami, widoczne są szczyty bieszczadzkie. Najbardziej widoczna jest Chryszczata, Łopiennik i Wołosań, ale i połoniny można ujrzeć (Wetlińską i Rawki). Ciekawostką jest, że na płd.-wsch. (ok. 128 stopni) widoczna powinna być oddalona o 113 km w lini prostej Połonina Równa (1482 m), położona na Zakarpaciu na Ukrainie. Może ktoś przy sprzyjającej pogodzie ją kiedyś wypatrzy... Nieco bliżej, na ich tle wschodnia część Beskidu Niskiego z najbardziej wybijającym się Kamieniem nad Jaśliskami. Podobnie ciekawa jest panorama na zachodnią część polskiego Beskidu Niskiego. Widoczne są wszystkie najwyższe szczyty, od Lackowej, Ostrego Wierchu i Jaworzyny 881 m zwanej Konieczniańską, po pasmo Magury Wątkowskiej, kończąc na Kamieniu nad Krempną na płn.-zach.

Najrozleglejszy jednak widok roztacza się na słowacką część Karpat. Poczynając od płd.-wsch. na najdalszym horyzoncie widoczne jest wulkaniczne pasmo Vyhorlatu ze szczytami Neziabec, Sninsky Kamien, Vyhorlat, Kyjov. Dalej na prawo, na południu wybija się pasmo Slanske Vrchy zwane też Zemplinskie Vrchy, czyli szczyty: Simonka, Oblik, Cierna Hora Slanska, Tri chotare, Krivy Javor. Kolejnym dużym pasmem są Góry Czerchowskie (Cergov) na płd.-zach., z mało wybijającymi się szczytami Cergov i Velka Javorina i nieco dalej wyróżniającym się Mincolem, najwyższym w całym paśmie (1157 m). Na koniec na zachodzie, pomiędzy szczytami Magury Stebnickiej i Busova, wybijają się na horyzoncie szczyty tatrzańskie: Tatry Wysokie (m.in.: Sławkowski, Gerlach, Łomnica, Lodowy Szczyt, Kołowy Szczyt), a także Tatry Bielskie z Płaczliwą Skałą i Hawraniem na czele.

Oczywiście na bliższym planie widoczny jest słowacki Beskid Niski, choć słowaccy geografowie nie wyróżniają aż tak dobitnie takiego pasma górskiego, dzieląc ten teren poczynając od zachodu na pasmo Busova (Busov, Magura Stebnicka) po rzekę Kamenec, następnie Pogórze Ondawskie (Ondavska vrchovina) i dalej na wschód Pogórze Laboreckie (Laborecka vrchovina), przechodzące później w Bukowskie Wierchy, które są odpowiednikiem naszych Bieszczad. Ale żaden opis, zdjęcie, czy rysunek w przewodniku, nie zastąpi widoku z obecnej wieży, po prostu trzeba zobaczyć to na własne oczy. Kto tu dotrze mimo trudów wędrówki, na pewno nie pożałuje, szczególnie gdy pogoda będzie łaskawa. Więc nie pozostaje mi nic innego jak życzyć turystom pięknej pogody z bardzo dobrą przejrzystością powietrza, by móc podziwiać tą przepiękną panoramę.

Szczyt Baraniego, oprócz walorów widokowych jest również węzłem szlaków, bowiem łączą się tutaj znane już nam szlaki graniczne: niebieski polski i czerwony słowacki ze szlakiem żółtym prowadzącym tutaj z Tylawy przez Olchowiec oraz zmienionym w 2015 roku na kolor żółty (wcześniej zielony) z Wyżnej Pisanej. Warto wiedzieć, że szlak graniczny niebieski i czerwony to fragmenty Europejskiego długodystansowego szlaku pieszego E3 (ok. 8000 km), łączącego brzegi Atlantyku z Morzem Czarnym. Również tędy, w ramach bratnich narodów socjalistycznych, przechodził Międzynarodowy Górski Szlak Przyjaźni Eisenach – Budapeszt (E-B), ale to już raczej przeszłość, która upadła wraz z tym ustrojem. Ponadto na szczycie na pamiątkę można sobie było przybić pieczątkę, ale została zniszczona, większe prawdopodobieństwo jest, że będziemy mogli uwiecznić swój wpis do zeszytu znajdującego się w metalowej skrzyneczce. Jednak jeśli idzie o pieczątkę, to w połowie 2016 roku zamontował ją tym razem MPN w ramach akcji "Magurska Odznaka Terenowa" z wizerunkiem rysia, miejmy nadzieję, że będzie miała więcej szczęścia niż poprzedniczki... Ponadto Magurski Park Narodowy postawił na szczycie drewnianą budowlę z zawieszoną na niej mapą parku, na której są też wykresy hipsometryczne szlaków niebieskiego granicznego i żółtego Tylawa - Baranie. A jeszcze nowszym dziełem MPN jest wybudowana tu w 2014 roku wiata (deszczochron), w której można się schronić w razie złej pogody.

opracowanie i fot.: Dariusz Zając

kościół w hucie polańskiej

Ostatnia aktualizacja:
26-02-2017 14:21:27

wróć do strony z artykułami

stat4u